Na początku widział tylko ciemność. Światło latarki ledwo przebijało się przez gęstą mgłę jaskini. Ale gdy schodził, ściany studni zdawały się oddychać – poruszały się delikatnie, niczym wilgotne płuca. Nicolae przełknął ślinę i kontynuował schodzenie, aż jego stopy dotknęły miękkiej, błotnistej ziemi.
Otwór jaskini otworzył się szeroko pod nim, niczym ciemna rana w ziemi. Pośrodku, otoczony dziwnym zielonkawym światłem, stało… dziecko.
Była to mała dziewczynka, bosa, z mokrymi włosami przyklejonymi do policzków, ubrana w cienką lnianą sukienkę. Płakała szeptem, a łzy spływały jej po policzkach prosto do ziemi, która je wchłaniała. Na widok Nicolae gwałtownie wstała.
— Przyszedłeś… nareszcie — powiedziała, nie mrugając.
— Kim jesteś? Co tu robisz?
— Mam na imię Maria. Byłem pierwszy. I zostałem. Studnia zawsze brała to, co jej dano. Ale teraz chce czegoś innego…
— Czego chce?
Dziewczynka skierowała wzrok na sklepienie, a ściany groty zaczęły cicho jęczeć, niczym głosy w chórze.
— Chce jej. Soni.
Nikola poczuł, jak ściska mu się serce.
— Nie! Nie dam ci jej! — krzyknął.
Dziewczynka podeszła powoli. Nie wyglądała już jak dziecko — jej oczy były puste, jak dwie czarne dziury.
— Jeśli jej nie dasz, ona ją weźmie. Tak jak wzięła mnie.
Nikola cofnął się o krok i potknął. Latarka wypadła mu z ręki i zgasła. Stał w ciemności, zdyszany, otoczony szeptami i szlochami.
Ale wtedy, w ciemności, poczuł coś w kieszeni. Medalion. Należała do Sonii, z małą srebrną ikoną, którą dała mu babcia przed śmiercią. Ścisnął ją mocno w dłoni.
„Odejdź!” krzyknął z całej siły. „Nie masz prawa do mojej córki!”
Uderzyła go fala zimnego powietrza, a potem… cisza. Dziewczynka zniknęła. Ściany jaskini przestały pulsować. Wszystko zamarło.
Nikola, drżąc, wspiął się z powrotem po linie, wyrywając się z tego świata cieni. Kiedy wynurzył się, wschodziło słońce. Sonia spała spokojnie, z uśmiechem na ustach, owinięta aż po szyję.
Od tamtej pory studnia została zasypana ciężkimi kamieniami i cementem. Nicolae nigdy więcej nie wspominał o tym, co tam zobaczył. Ale każdej nocy przed pójściem spać klękał przy łóżku Sonii, czynił nad nią znak krzyża i mówił:
— Nigdy nie pozwolę jej cię zabrać. Nigdy.
Ta praca jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i postaciami, ale została sfabularyzowana dla celów twórczych. Imiona, postacie i szczegóły zostały zmienione w celu ochrony prywatności i wzbogacenia narracji. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób, żyjących lub zmarłych, lub do rzeczywistych wydarzeń jest czysto przypadkowe i niezamierzone przez autora.
Autor i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za dokładność wydarzeń ani przedstawienie postaci, ani za jakiekolwiek błędne interpretacje. Niniejsza historia jest udostępniana „tak jak jest”, a wszelkie wyrażone opinie są opiniami postaci i nie odzwierciedlają poglądów autora ani wydawcy.