W Prawie i Sprawiedliwości zawrzało – frakcja Morawieckiego wypowiedziała wojnę Jackowi Kurskiemu i… pośrednio samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wszystko zaczęło się od publicznego wezwania Waldemara Budy do wyrzucenia Kurskiego z partii. To nie był przypadek – to był sygnał: “dociskamy prezesa”.
– Albo ktoś tu kompletnie oszalał, albo uznał, że Kaczyński już nie trzyma wszystkich sznurków – mówi jeden z polityków PiS. Bo jak wiadomo, w tej partii nikt nie wylatuje bez wiedzy Nowogrodzkiej.
Buda, który sam jeszcze niedawno miał wniosek o wyrzucenie z PiS za niezapłacone składki, teraz zdaje się wracać do gry. Morawiecki poczuł, że Kaczyński się cofa, i wykorzystuje moment. Po rozmowie z byłym premierem prezes miał nakazać Kurskiemu usunięcie kontrowersyjnego wpisu. Ale „harcerze” poszli dalej – i uderzyli w Kurskiego frontalnie.
W tle? “Maślarze” – czyli frakcja Czarnka, Jakiego i Sasina – oskarżani o wspieranie Kurskiego. Dla części partii to Kurski jest balastem, a jego porażka w wyborach tylko podgrzewa atmosferę.
Czy to tylko „przegrupowanie wojsk”? A może początek otwartego buntu? W PiS od zawsze rządziła polityka zarządzania chaosem – frakcje walczyły, ale prezes miał nad tym kontrolę. Teraz jednak wiele wskazuje na to, że coś się wymknęło. Zwłaszcza gdy lojalni ludzie Kaczyńskiego – Terlecki i Sasin – nagle pojawiają się po przeciwnych stronach barykady.
Cokolwiek się dzieje, jedno jest pewne: PiS rozgrywa dziś najbardziej brutalną wewnętrzną wojnę od lat. A każdy taki chaos to straty w sondażach i cios w wizerunek ugrupowania.