Rozległo się krótkie, zdecydowane pukanie do drzwi.
Mihai przestał mówić. Kobieta obok niego, blondynka z długimi paznokciami i drogim telefonem w dłoni, ze zdumieniem spoglądała na salę.
- Kto jeszcze to będzie? Mihai mruknął.
Elena ze swojego łóżka w sypialni wszystko słyszała. Serce biło mu słabo, ale szybko. Przez kilka dni ledwo mogła utrzymać oczy otwarte, ale teraz wydawało się, że coś nie pozwala jej zasnąć.
Mihai nerwowo otworzył drzwi.
W drzwiach stał starszy mężczyzna, prosto ubrany, z torbą lekarską w dłoni. Obok niego młoda pielęgniarka.
- Cześć. „Szukamy pani Eleny Popescu” – powiedział spokojnie mężczyzna.
„Po co?” – zapytał Mihai, marszcząc brwi.
— Jestem doktor Ionescu z Instytutu Genetyki Medycznej w Bukareszcie. Mam jej akta. Musimy się z nią pilnie skonsultować.
Mihai milczał przez kilka sekund.
- Nie ma już sensu… powiedział chłodno. Lekarze powiedzieli, że nic więcej nie da się zrobić.
Lekarz popatrzył na niego.
– Kto to powiedział?
— Prywatna klinika, do której chodziłem.
Lekarz westchnął głęboko.
– W takim razie przykro mi to mówić, ale popełnili poważny błąd.
W sypialni Elena poczuła, że łapie ją oddech.
Mihai zaśmiał się krótko, ironicznie.
– Co masz na myśli, mówiąc, że się mylili?
Lekarz wszedł już do domu, nie czekając na zaproszenie.
— Choroba, na którą cierpi Twoja żona, jest rzadka, ale istnieje nowe leczenie. Nie jest to łatwe, ale są realne szanse na wyzdrowienie. Szukam jej od dwóch tygodni.
Pielęgniarka dodała:
— Plik został wysłany przez pomyłkę i dotarł do nas z opóźnieniem. Ale nie jest jeszcze za późno.
Mihai pozostał oniemiały.
Blondynka obok niego cofnęła się o krok, niezręcznie.
Lekarz wszedł do sypialni.
Elena leżała blada, ale z szeroko otwartymi oczami.
— Pani Elena, czy mnie słyszycie?
„Tak…” szepnęła.
Lekarz uśmiechnął się do niego ciepło.
– Nie umrzesz. Potrzebujesz leczenia i cierpliwości. Ale mamy duże szanse.
Łzy spłynęły mu po policzkach.
Po raz pierwszy od miesięcy Elena poczuła coś, o czym myślała, że straciła: nadzieję.
Za nim w drzwiach stał Mihai, a jego twarz była biała jak limonka.
Lekarz zwrócił się do niego.
— Jeśli szybko rozpocznie leczenie, będzie mógł wrócić do normalnego życia. Potrzebuje jednak spokoju i wsparcia.
Te słowa mocno zapadły w salę.
Wsparcie.
Dokładnie to, czego Elena nie miała przez długi czas.
Blondynka w pośpiechu chwyciła swoją torebkę.
„Ja… myślę, że powinnam iść” – mruknęła.
Nikt jej nie zatrzymał.
Drzwi zatrzasnęły się za nią.
W mieszkaniu panowała uciążliwa cisza.
Mihai powoli podszedł do łóżka.
- Eleno… Ja…
Ale ona po raz pierwszy spojrzała na niego bez strachu.
- Nic nie mów.
Jej głos był słaby, ale stanowczy.
Lekarz i pielęgniarka przygotowywali już dokumenty do przyjęcia.
„Karetka będzie tu za dziesięć minut” – powiedziała pielęgniarka.
Elena jeszcze raz spojrzała na Mihaia.
Mężczyzna, który kiedyś obiecał ją kochać na dobre i na złe.
I który przy pierwszej trudności uciekł.
– Mihai – powiedziała powoli.
- Tak…
„Kiedy wrócę do domu… nie chcę cię już tu”.
Słowa padły proste, ale ostre.
Nie odpowiedział.
Nie miał nic.
Dziesięć minut później Elena została załadowana do karetki.
Kiedy samochód jechał do szpitala, wyjrzała przez okno na wolno mijające szare bloki.
Jej życie się nie skończyło.
Właściwie… to dopiero zaczynało się od nowa.
Rok później Elena spacerowała samotnie na nogach po parku Herăstrău.
Leczenie było trudne, wymagało wielu dni strachu i zmęczenia. Ale to zadziałało.
Znowu miał siły, miał plany, a przede wszystkim miał spokój.
Mieszkanie zostało sprzedane. Za otrzymane pieniądze otworzył małe studio projektowe, pracę, którą kochał.
I pewnego ranka, kiedy lekarz wręczył mu ostatnie badania, powiedział z uśmiechem:
- Elena, jesteś całkowicie zdrowa.
Wyszła z kliniki, wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się.
Czasami życie w jednej chwili odbiera ci wszystko.
Ale czasami nieoczekiwanie dają ci drugą szansę.
A Elena nauczyła się czegoś, czego nigdy nie zapomni:
Ci, którzy opuszczają Cię, gdy jest Ci ciężko, nie zasługują na to, aby być przy Tobie, nawet gdy było dobrze.