Wypowiedzi Waldemar Żurek wywołały spore napięcie wokół decyzji podejmowanych przez Karol Nawrocki w sprawie sędziów Trybunał Konstytucyjny. Minister nie tylko skrytykował działania głowy państwa, ale zapowiedział również dokładne sprawdzenie, kto brał udział w całym procesie.
Najwięcej kontrowersji dotyczy samego zaprzysiężenia sędziów TK. Choć Sejm miał przeprowadzić procedurę zgodnie z przepisami, prezydent przez dłuższy czas zwlekał z przyjęciem ślubowania. Ostatecznie zdecydował się na zaprzysiężenie jedynie części wybranych osób, co natychmiast wywołało falę pytań o kryteria takiej decyzji.
W rozmowie medialnej Żurek nie owijał w bawełnę. Wprost zasugerował, że odmowa zaprzysiężenia części sędziów może stanowić naruszenie prawa. Jednocześnie przypomniał, że urzędujący prezydent objęty jest immunitetem, a ewentualne konsekwencje mogą być rozpatrywane jedynie w ramach procedury przed Trybunałem Stanu.
Jeszcze poważniejsze zarzuty padły pod adresem osób z najbliższego otoczenia prezydenta. Zdaniem ministra, decyzje mogły być poprzedzone analizą życiorysów sędziów, co — jak podkreślił — nie znajduje podstawy prawnej. W jego ocenie ktoś musiał wspierać prezydenta w podejmowaniu tych działań, dlatego zapowiedział ustalenie konkretnych nazwisk.
Sprawa może więc wykraczać poza samego prezydenta i objąć również jego współpracowników. Żurek zaznaczył, że pomoc w ewentualnym naruszeniu prawa także podlega odpowiedzialności, co zapowiada szersze postępowanie.
W tle pojawił się również wątek międzynarodowy. Minister odniósł się do sytuacji związanej z pobytem Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski na Węgrzech, wskazując na brak jasnych informacji dotyczących ich statusu. Zapowiedział przy tym kolejne działania dyplomatyczne, mające wyjaśnić tę kwestię.
Cała sytuacja pokazuje, że konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego wciąż narasta i może wkrótce wejść na zupełnie nowy poziom — z udziałem kolejnych instytucji i osób z najwyższych szczebli władzy.