Jedno zdanie wystarczyło, by w sieci zawrzało. Sławomir Ćwik, poseł Polski 2050, wywołał medialną burzę po tym, jak w serwisie X oznajmił: „Nie jestem posłem po to, by przesiedzieć 10 godzin w tygodniu w pociągu”.
Jego komentarz padł w kontekście dyskusji o kilometrówkach i finansowaniu przejazdów posłów. Ćwik nie chce zmian w rozliczaniu prywatnych przejazdów autem – i jasno daje do zrozumienia, że pociąg nie jest dla niego opcją.
Zareagował m.in. senator KO Krzysztof Kwiatkowski, który zaapelował o „zaufanie do PKP” i podzielił się własnym doświadczeniem z szybkich przejazdów kolejowych. Ale wielu polityków – niezależnie od opcji – nie ukrywa, że stawia na samochód z wygody i potrzeby „przewożenia rzeczy”.
Poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk wprost przyznał, że woli jazdę autem, bo… po to PiS budowało drogi. Inni też nie kryją – wygoda, czas i elastyczność mają dla nich znaczenie większe niż transport zbiorowy.
Czy poselskie preferencje transportowe to prywatna sprawa czy kwestia odpowiedzialności za publiczne pieniądze? Debata trwa, a internet nie odpuszcza. Poseł Ćwik zapowiedział, że dopóki nie powstaną szybkie połączenia z Zamojszczyzny – auto zostaje.