Kiedy obie dziewczynki nie wróciły do domu na obiad, Carmen zaczęła czuć, że coś jest nie tak. Od rana ściskało ją w żołądku, ale zrzucała to na karb ponurej pogody. Około drugiej po południu, gdy żadna z nich się nie pojawiła, kobieta wyruszyła do szkoły, przekonana, że autobus spóźnił się prawdopodobnie z powodu deszczu.
Kiedy dotarła na miejsce, podwórko było już puste. Jedynie woźny, starszy mężczyzna, powiedział jej, że dziewcząt w ogóle nie widziano tego dnia. Te słowa zraniły ją. Zaczęła biegać z sali do sali, wołając je po imieniu, mając nadzieję, że może są w bibliotece albo laboratorium. Ale nigdzie.
Nauczyciele zebrali się wokół niej, a dyrektor natychmiast wezwał policję. W niecałą godzinę wieść rozeszła się po wsi. Ludzie wychodzili z domów, patrząc w dół drogi, przez ogrody, poza pola. Nikt nie pamiętał, że je widział, kiedy wsiadły do żółtego autobusu.
Néa Aureliu została znaleziona kilka kilometrów dalej, stała obok autobusu, blada i drżąca. Silnik był wyłączony, a drzwi otwarte. Kiedy policja zapytała go, co się stało, mężczyzna powiedział tylko:
— Zniknęły… po prostu zniknęły.
W środku krzesła były puste, ale na podłodze znaleziono czarną wstążkę i zabłocony zeszyt do matematyki. Carmen natychmiast go rozpoznała – należał do Aleksandry. Upadła na kolana, cicho płacząc.
Poszukiwania trwały dniami. Wolontariusze z całego hrabstwa włączyli się w nie, przeszukując każdy zakątek lasu i każdą dolinę. Na próżno. Ani śladu, ani śladu.
Po tygodniu mieszkańcy wioski zaczęli mówić, że być może dziewczynki porwał jakiś nieznajomy, jedna z tych ciężarówek, które przejeżdżały tego dnia. Inni przysięgali, że widzieli je idące w stronę lasu, trzymając się za ręce.
Carmen nie mogła już spać. Siedziała całą noc przy włączonym radiu, słuchając wszystkich wiadomości, mając nadzieję, że coś usłyszy – cokolwiek. Pewnej nocy, około północy, usłyszała hałas na podwórku. Wyszła drżąca i zobaczyła dwa cienie powoli zbliżające się.
Kiedy ich twarze rozświetliły się w świetle latarki, Carmen wydała krzyk, który obudził całą wioskę. Były tam. Mokre, zmęczone, ale żywe.
Dziewczynki opowiedziały mi, szlochając, że autobus został zatrzymany przez uzbrojonych mężczyzn, którzy zmusili je do wyjścia. Udało im się uciec i ukryć w starym domku myśliwskim, gdzie żywiły się tylko wodą i kilkoma jabłkami, które znalazły.
Nikt nigdy nie dowiedział się, kim byli ci mężczyźni ani co tam robili, ale od tamtej pory droga do szkoły nigdy już nie była taka sama.
A Carmen, za każdym razem, gdy widziała, jak jej córki wychodzą rano, błogosławiła je w myślach i mówiła cicho, drżącym głosem:
— Wracajcie do domu, dziewczynki. Kiedykolwiek, byle nie do domu.
Niniejsza praca jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i postaciami, ale została sfabularyzowana dla celów twórczych. Imiona, postacie i szczegóły zostały zmienione w celu ochrony prywatności i wzbogacenia narracji. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób, żywych lub zmarłych, lub do rzeczywistych wydarzeń jest czysto przypadkowe i niezamierzone przez autora.
Autor i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za dokładność wydarzeń ani przedstawienie postaci, ani za ewentualne błędne interpretacje. Niniejsza historia jest udostępniana „tak jak jest”, a wszelkie wyrażone w niej opinie są opiniami postaci i nie odzwierciedlają poglądów autora ani wydawcy.