Niemcy – kraj słynący z precyzji i sprawności – coraz bardziej przypomina zardzewiałą machinę, której tryby blokuje przerośnięta biurokracja i niezmieniane od dekad zasady państwa socjalnego. Kanclerz Friedrich Merz bije na alarm: obecna hojność socjalna jest nie do utrzymania. Problem? Społeczeństwo nie chce tego przyjąć do wiadomości.
Reformy miały ruszyć tej jesieni – miały. Ale biurokratyczny paraliż trwa: faxy w urzędach, drukowane e-maile i urzędnicza inercja to tylko wierzchołek problemu. Koalicja CDU/CSU z SPD coraz częściej sobie nie ufa, a „Handelsblatt” pyta otwarcie, jak Merz chce uniknąć „zimy rozczarowań”.
W tle rosną słupki AfD, która zyskuje na frustracji Niemców wobec niewydolnego systemu. Polityczne konsekwencje mogą być poważne – a sam Merz staje przed zadaniem, którego nie udało się zrealizować jego poprzednikom: zerwać z mitem, że niemieckie państwo opiekuńcze można utrzymać bez końca.