W czwartek w siedzibie Ministerstwa Rozwoju i Technologii odbył się Rządowy Szczyt Medyczny pod hasłem „Bezpieczny pacjent”. W spotkaniu uczestniczyli m.in. premier Donald Tusk, minister finansów Andrzej Domański, minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda oraz prezes NFZ Filip Nowak. Choć wydarzenie miało uspokoić emocje i zaprezentować konkretne działania w obliczu kryzysu w systemie ochrony zdrowia, dla wielu obserwatorów był to raczej pokaz politycznego gaszenia pożaru niż prezentacja realnych rozwiązań.
Iskrą, która rozpaliła ogień, było niedawne wystąpienie przedstawicieli Naczelnej Izby Lekarskiej, którzy głośno zaalarmowali o dramatycznej sytuacji finansowej szpitali. Według lekarzy, niedobory w budżetach placówek prowadzą już teraz do sytuacji, w której pacjenci są odsyłani z kwitkiem – nawet w stanach wymagających pilnej pomocy.
Sytuację dodatkowo zaogniło ujawnienie pisma minister zdrowia do ministra finansów, datowanego na 29 października. W dokumencie Jolanta Sobierańska-Grenda sugeruje szereg rozwiązań, które w praktyce oznaczają szukanie oszczędności w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia na 2025 rok. Choć treść listu nie została upubliczniona oficjalnie, jego wyciek z resortu finansów tylko pogłębił atmosferę niepokoju wśród środowisk medycznych i pacjentów.
Zamiast prezentacji planu naprawczego, szczyt okazał się próbą politycznego PR-u – uspokojenia nastrojów i odwrócenia uwagi od faktu, że na stole wciąż brakuje konkretnych działań. Dla wielu obserwatorów to znak, że rząd nie tylko nie kontroluje sytuacji, ale zaczyna gubić narrację.