To nie głosowania są najważniejsze, ale spektakl, który je otacza – i który Donald Tusk umiejętnie reżyseruje. Gdy prezydent Nawrocki wetuje ustawy rządu, rządząca większość nie zamierza ich bezskutecznie odrzucać. Zamiast tego pozwala przeciwnikom zaplątać się we własne decyzje. Idealnym przykładem jest tzw. ustawa łańcuchowa, dotycząca zakazu trzymania psów na łańcuchach.
Choć część posłów PiS wcześniej ją poparła, po prezydenckim wecie muszą teraz… głosować przeciwko sobie, by nie uderzyć w “swojego” prezydenta. Dla opinii publicznej wygląda to jak chaos i rozpad dawnego obozu władzy. A Tusk? On tylko „wyciąga popcorn” i patrzy, jak PiS miota się między własnymi wyborcami a lojalnością wobec prezydenta Nawrockiego.
Z kolei w sprawie ustawy o kryptowalutach Tusk zagrał kartą bezpieczeństwa narodowego i rosyjskiego zagrożenia. Zwołał niejawne posiedzenie Sejmu i pokazał, że jeśli prezydent coś blokuje, to rząd i tak próbuje działać. Narracja? „Chcieliśmy dobrze, ale zostaliśmy zatrzymani.” W przekazie do wyborców – ruch bardzo skuteczny.
Nadchodzące dwa lata zapowiadają się jako gra w polityczne szachy z Pałacem Prezydenckim. W tej rozgrywce Tusk pokazuje, że nie potrzebuje spektakularnych zwycięstw, by punktować przeciwnika. Wystarczy, że pozwoli mu popełniać błędy – publicznie.