Donald Trump w swoim stylu zainicjował nowy etap wojny gospodarczej z Wenezuelą. W ostrym i pełnym emocji oświadczeniu na Truth Social ogłosił „pełną i całkowitą”
blokadę tankowców objętych sankcjami, które transportują ropę z i do Wenezueli. Jednocześnie nazwał reżim Nicolása Maduro… zagraniczną organizacją terrorystyczną.
– Wenezuela została otoczona przez największą armadę w historii Ameryki Południowej. Szok, który ich czeka, będzie nieporównywalny z niczym, co widzieli wcześniej – zapowiedział Trump.
Dodał, że blokada ma trwać, dopóki Caracas „nie odda USA skradzionych zasobów: ropy, ziemi i innych aktywów”.
Były prezydent oskarżył władze Wenezueli o wykorzystywanie zysków z nielegalnej sprzedaży ropy do finansowania karteli narkotykowych, przemytu ludzi i innych form przemocy.
Co więcej, USA mają odsyłać do Wenezueli „nielegalnych cudzoziemców i kryminalistów”, którzy – zdaniem Trumpa – dostali się do USA podczas rządów Bidena.
Władze w Caracas nie pozostawiły tych słów bez odpowiedzi. Nazwały je „groteskową groźbą” i oskarżyły Trumpa o próbę „grabieży narodowego bogactwa”.
Tymczasem amerykańskie media informują, że siły USA przejęły już jeden z tankowców u wybrzeży Wenezueli, a celem jest konfiskata przewożonej ropy.
Analitycy zauważają, że przychody z ropy to ponad 90% eksportu Wenezueli — każdy cios w ten sektor może być dla reżimu Maduro ciosem krytycznym.
Wenezuelski surowiec nadal płynie do Chin, Rosji i Iranu przez tzw. flotę cieni — ponad 1000 wyeksploatowanych tankowców, które omijają sankcje USA.