Nowy ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, Thomas Rose, złożył wizytę Jarosławowi Kaczyńskiemu i nie szczędził mu ciepłych słów.
W specjalnym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych nazwał to spotkanie „wielkim zaszczytem” i podkreślił, że rozmowa dotyczyła „przywództwa, bezpieczeństwa i przyszłości sojuszu polsko-amerykańskiego”.
„Polska nie potrzebuje pouczeń – potrzebuje sojuszników równie silnych, jak ona sama” – zaznaczył Rose.
Dodał, że partnerstwo między Polską a USA w czasie rządów Donalda Trumpa ma opierać się na realizmie, suwerenności i konkretnych efektach.
Thomas Rose objął stanowisko ambasadora USA w Polsce z końcem października i szybko zaznaczył swoją obecność.
Były publicysta i bliski doradca Mike’a Pence’a jest znany z konserwatywnych i proizraelskich poglądów.
Jego nominacja od początku budziła komentarze, a każde jego publiczne wystąpienie odbierane jest jako sygnał kierunku, w jakim Waszyngton chce prowadzić relacje z Warszawą.
W ubiegłym tygodniu Rose spotkał się również z premierem Donaldem Tuskiem, którego określił jako „niezwykle bystrego”.
Ale to właśnie wpis o Kaczyńskim, pełen osobistych komplementów, wywołał ożywienie wśród komentatorów politycznych. Czy to oznaka zbliżenia Trumpowskiej dyplomacji z obozem PiS?