Od sześciu lat spędzamy u ciebie Sylwestra za darmo.

Marina nic nie powiedziała.

Ciężkie pudło niosła sama, zaciskając zęby, czując, jak coś powoli w niej pęka. Najbardziej bolały ją nie plecy, ale upokorzenie.

Wieczorem, po włożeniu wszystkiego do lodówki, otworzyła drzwi i stanęła. Półki były pełne po brzegi. Ponad tysiąc lei wydane w ciągu jednego dnia. Prawie połowa tego, co zaoszczędziła na łazienkę.

Wtedy lodówka wydała krótki dźwięk i zgasła.

Nie było światła. Nie było chłodzenia. Nic.

— Victor… — powiedziała powoli. — Lodówka się zepsuła.

Westchnął zirytowany.

— Teraz? Serio? Nie dało się jej zepsuć po świętach?

Antonia Petrescu podskoczyła jak rozpędzony samochód.

— Co masz na myśli mówiąc, że się zepsuła?! Moje mięso! Ryba! Wiesz, ile to wszystko kosztuje?!

Marina oparła się o ścianę. Poczuła, jak miękną jej kolana.

— Jest stary… Od lat powtarzam, że trzeba go wymienić.

— Nie obchodzi mnie to! — wtrąciła się teściowa. — Natychmiast zadzwoń do serwisu. Albo kup nowy. Nie zniszcz stołu sylwestrowego!

Marina rozejrzała się po kuchni. Popękane płytki. Cieknący zlew. Zepsuta lodówka. I trzy osoby, które oczekiwały od niej wszystkiego.

Potem, po raz pierwszy od sześciu lat, powiedziała:

— Nie.

Wiktor odwrócił się zaskoczony.

— Jakie „nie”?

— Już nic nie kupuję. Już niczego nie naprawiam. Już nikomu nie gotuję.

Jej teściowa wybuchnęła:

— Jesteś niewdzięczna! Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam!

— Co ty zrobiłeś? — Marina podniosła głos, spokojnie, ale stanowczo. — Zrobiłaś ze mnie kucharkę, sponsorkę i pokojówkę. Z moich pieniędzy. Z mojej pracy.

Wiktor wstał gniewnie.

— Daj spokój, nie przesadzaj. Znów robisz z siebie ofiarę.

Marina poszła do sypialni, wyjęła teczkę z oszczędnościami i położyła ją na stole.

— To moje pieniądze. Za mój dom. Za moje życie. Sylwestra w tym roku u nas nie świętujemy.

— A gdzie jemy?! — krzyknęła teściowa.

— W restauracji. Albo u ciebie. Albo gdziekolwiek chcesz.

Zapadła ciężka cisza.

Antonia Petrescu wyszła narzekając. Wiktor zatrzasnął za nią drzwi.

W Sylwestra Marina została sama. Z prostą zupą, świecą i spokojem. Już nie gotowała. Już nie prała. Nikomu nic nie tłumaczyła.

Drugiego stycznia wezwała hydraulika. Wymienił lodówkę. Rozpoczął się remont łazienki.

A miesiąc później, kiedy Victor powiedział jej, że „mama wciąż jest zdenerwowana”, Marina spokojnie odpowiedziała:

— Ja też. Sześć lat. Teraz to już koniec.

I po raz pierwszy Nowy Rok naprawdę oznaczał początek.

Leave a Comment