„Nakryj do stołu, mamy gości” – powiedział mój mąż Andriej wchodząc do mieszkania

Alina stała tam przez kilka sekund, opierając dłonie o krawędź stołu. Poczuła, jak coś w niej pęka. Nie nagle. Nie głośno. Ale powoli, jak pękająca stara nić.

Odwróciła się i poszła do sypialni.

Wyjęła z szafy dużą torbę, tę, której rzadko używali podczas dłuższych podróży. Zaczęła wkładać do niej swoje ubrania. Tylko swoje. Bez pośpiechu, bez łez.

Olga pojawiła się w drzwiach.

Advertisements

— Co tam robisz?

— Pakuję się.

— Dokąd jedziesz? — podniosła głos. — Święta tuż-tuż!

Alina nie odpowiedziała. Kontynuowała składanie.

Andriej też wszedł, zirytowany.

— Zwariowałeś? Jutro mamy gości. Nakryj do stołu, mówiłam!

Alina spojrzała na niego. Po raz pierwszy od dawna naprawdę na niego spojrzała. Mężczyzna w koszulce garbił się, brzuch miał lekko wystający, telefon przyciśnięty do dłoni. Dość tego.

— Andriej, powiedziałeś „mamy gości”. Nie byłam na nic zaproszona.

— Co ty bredzisz?

— Nie jestem twoją żoną. Jestem twoją kucharką. Twoją księgową. Kobietą, która potrafi wszystko.

Olga wybuchnęła.

— Jak cię na to stać?! Ten dom jest mój! Wynoś się stąd!

Alina zapięła torbę.

— Właśnie to robię.

Przeszła obok nich spokojnie. W salonie zaczęła wykręcać żarówki. Jedną po drugiej. Cicho. Tylko metaliczny trzask.

— Zwariowałeś! — krzyknęła Olga. — Zapłacę za nie!

— Zapłaciłam za nie z mojej pensji.

Wyłączyła urządzenia. Wzięła multicooker, „wymarzony” prezent. Wzięła kupione zasłony. Nawet wycieraczkę.

Andriej utknął.

— Alina… porozmawiajmy.

— Rozmawiamy od pięciu lat. Milczałaś.

Wyszła z domu z torbą w jednej ręce i moskitierą w drugiej. Na korytarzu zimne powietrze uderzyło ją w twarz. Wzięła głęboki oddech.

Tej nocy spała u koleżanki z pracy.

Po Nowym Roku wynajęła małą, ale jasną kawalerkę. Zmieniła numer telefonu. Złożyła pozew o rozwód.

Dwa miesiące później zadzwonił Andriej.

— Mama jest chora. Nie mamy pieniędzy. Możesz nam pomóc?

Alina spojrzała na białe ściany kawalerki. Na panującą tam ciszę.

— Jestem zmęczona, Andriej.

Rozłączyła się.

Tego wieczoru zapaliła żarówkę. Tylko jedną. I uśmiechnęła się. Po raz pierwszy światło było tylko dla niej.

Leave a Comment