Domek zbliżał się spokojnie, małymi krokami, tak jak się nauczyła.
— Dobry wieczór, witaj. Mogę ci przynieść coś do picia?
Cintia nawet na nią nie spojrzała.
— Przede wszystkim naucz się poprawnie mówić — powiedziała, unosząc brew. — Jakbyś była ze wsi.
Peter nie zareagował. Po prostu dalej przewijał ekran telefonu.
Domek pozostał w pozycji pionowej.
— Jasne. Czego chcesz?
— Przynieś nam najdroższe wino, jakie masz. Ale uważaj… nie rozlej go — powiedziała Cintia, uśmiechając się ironicznie.
Kilka stolików dalej ludzie już podsłuchiwali.
Domek odwrócił się, wziął butelkę i wrócił bez pośpiechu. Jej ręce były pewne.
Nalała wino idealnie.
Cintia skosztowała i skrzywiła się przesadnie.
— Czy w takiej temperaturze je podajesz? Boże… ty naprawdę nic nie wiesz.
Wtedy padła odpowiedź, która przecięła powietrze:
— Jesteś tylko analfabetką.
Cisza.
Cały pokój zamarł.
Domek na sekundę znieruchomiał.
Potem bez pośpiechu włożyła rękę do fartucha i wyjęła długopis.
Nie drgnął.
— Masz rację — powiedziała cicho. — Ale wyjaśnijmy sobie coś.
Cintia zaśmiała się krótko.
— Proszę, oświeć mnie.
Domek wziął formularz zamówienia i zaczął pisać.
Szybko. Pewnie. Wyraźnie.
Potem odwróciła kartkę w swoją stronę.
Cintia zamrugała.
Tekst był napisany perfekcyjnym angielskim. Pod spodem po francusku. Potem po łacinie.
— Chcesz kontynuować po niemiecku, czy to wystarczy? — zapytał Căsuța.
Po pokoju przeszedł szmer.
Petre po raz pierwszy podniósł wzrok.
Cintia z trudem przełknęła ślinę.
— Co to jest?
— To fragment umowy handlowej. Dokładnie taki dokument studiuję. Do mojego doktoratu.
Znów cisza.
Ale tym razem… inaczej.
Peter długo wpatrywał się w Căsuțę.
— Gdzie studiujesz?
— Na Uniwersytecie w Bukareszcie.
— A pracujesz tu?
— Tak. Żebym mógł zapłacić za leczenie mojej mamy.
Słowa brzmiały ciężko.
Cintia zmieniła pozycję. Po raz pierwszy wyglądała na małą.
— Nie… to nie ma znaczenia, próbowała.
Ale to już miało znaczenie.
Bo wszyscy patrzyli na nią teraz inaczej.
Nie widzieli już kelnerki.
Widzieli silną kobietę.
Peter zostawił telefon na stole.
— Przepraszam za zachowanie mojej żony.
W powietrzu czuć było szok.
Cintia nagle odwróciła głowę.
— Tu?!
— Przesadziłaś — powiedział spokojnie.
Została bez odpowiedzi.
Casuta lekko przechyliła głowę.
— Nie musisz przepraszać. Tylko… szacunek.
Po kilku minutach ich stolik całkowicie się zmienił.
Cintia umilkła.
Peter natomiast ponownie zawołał Casutę.
— Jeśli potrzebujesz pomocy… z nauką albo dla mamy… daj mi znać.
Uśmiechnęła się lekko.
— Dam sobie radę. Ale dziękuję.
W końcu, kiedy przyszedł rachunek, Petre zostawił napiwek równy połowie jej miesięcznej pensji.
Cintia wyszła pierwsza, nic nie mówiąc.
A kiedy drzwi zamknęły się za nimi, w sali wybuchły brawa.
Mały domek stał tam z długopisem w dłoni.
Nie dlatego, że kogoś upokorzyła.
Ale dlatego, że w końcu ktoś ją dostrzegł.