Premier Donald Tusk ponownie zaostrza ton w sprawie tzw. „kryptoafery” i nie zostawia złudzeń – jego zdaniem sytuacja jest na tyle poważna, że wymaga natychmiastowych decyzji.
Szef rządu odniósł się do ustaleń służb, według których tuż przed kluczowym głosowaniem nad ustawą dotyczącą rynku kryptowalut miało dojść do znaczących wpłat finansowych. Mowa o setkach tysięcy złotych i dziesiątkach tysięcy euro, które – jak wskazano – trafiły do fundacji powiązanych z politykami opozycji, m.in. ze środowiskiem Zbigniew Ziobro i Przemysław Wipler.
Tusk sugeruje, że te okoliczności mogą rzucać nowe światło na sprzeciw wobec regulacji rynku kryptowalut. Publicznie pyta, kto weźmie odpowiedzialność za bezpieczeństwo finansowe Polaków i czy decyzje polityczne są w pełni niezależne.
Premier podkreślił, że informacje pochodzą z ustaleń Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i mogą mieć znacznie szerszy kontekst – obejmujący także finansowanie wydarzeń politycznych związanych z kampanią wyborczą.
Najważniejszy przekaz? „Nie ma czasu do stracenia”. Tusk zaapelował o szybkie głosowanie nad odrzuceniem weta prezydenta Karol Nawrocki i przyjęciem ustawy, która – jak przekonuje – ma chronić inwestorów przed ryzykownymi praktykami na rynku kryptoaktywów.
Spór jednak trwa. Prezydent już dwukrotnie zawetował ustawę, argumentując, że może ona nadmiernie ingerować w rynek. Tymczasem rząd uważa, że brak regulacji naraża obywateli na poważne straty finansowe.
Konflikt wokół kryptowalut przestaje być tylko technicznym sporem o przepisy – coraz bardziej przypomina polityczną bombę, która może wybuchnąć w najmniej oczekiwanym momencie.