Nacisnąłem ekran.
W salonie zapadła ciężka, przytłaczająca cisza. Słychać było tylko ich urywane oddechy. Andriej starał się zachować spokój, ale jego ręka drżała. Ioana natomiast zesztywniała, jakby już wiedziała, co ją czeka.
Pierwszy obraz.
Ioana przed kawiarnią w Bukareszcie z mężczyzną, którego Andriej nie znał.
Drugi.
Wyciąg z banku. Wielokrotne przelewy. Duże sumy. Dziesiątki tysięcy lei.
Trzeci.
Wiadomości.
Nie miłosne.
Szantażujące.
Andriej często mrugał, zdezorientowany. „Co… co to jest?”
Uśmiechnąłem się, ale bez ciepła.
„To jej prawdziwe życie”.
Ioana cofnęła się o krok. „Ana, proszę…”
Ale straciła nad sobą kontrolę.
Kontynuowałem.
„Moja droga kuzynko” – powiedziałam cicho – „to nie jest zwykła kobieta, która doszła do siebie po rozwodzie. To kobieta, która żyje z cudzych związków”.
Andriej nagle na nią spojrzał.
„Co ona ma na myśli?”
Uniosłam wyżej słuchawkę.
„Nie jesteś pierwsza”.
Cisza.
„I druga też nie”.
Jego oczy się rozszerzyły.
Ioana próbowała przemówić, ale słowa utknęły jej w gardle.
„Ma nałóg” – kontynuowałam. „Zbliża się do stabilnych rodzin. Zapracowanych kobiet. Mężczyzn, którzy czują się zaniedbani. Wdziera się w ich życie, zdobywa ich zaufanie… a potem wszystko niszczy”.
Andriej cofnął się o krok, jakby widział ją po raz pierwszy.
„To nieprawda” – wyszeptał.
Otworzyłam kolejną wiadomość.
Od innego mężczyzny.
„Jeśli nie prześlesz mi kolejnych 20 000 lei, opowiem wszystko twojej żonie”.
Odłożyłem telefon na stół.
„Prawdę mówiąc, nie interesowało mnie tylko to, co robicie” – powiedziałem spokojnie. „Interesowało mnie, kim była ta kobieta, którą przyprowadziłeś do mojego domu”.
Ioana zaczęła się trząść.
„Nie chciałam…” – zaczęła.
„Miałaś” – przerwałem jej. „Robiłaś to już kilka razy”.
Andriej przeczesał włosy dłonią, zdesperowany.
„Boże… w co ja się wpakowałem…”
Zrobiłem krok w jego stronę.
„Dokładnie to, co wybrałeś”.
Spojrzał na mnie. Po raz pierwszy wyglądał na naprawdę przestraszonego.
„Ano… nie wiedziałem…”
„Nie powinnaś wiedzieć” – odpowiedziałem. „Po prostu musiałaś być człowiekiem”.
Cisza.
Ciężko to znieść.
Potem zwróciłam się do Ioany.
„Skończyłaś już.”
Nie protestowała.
Nie próbowała już niczego wyjaśniać.
Wiedziała, że to koniec.
Wzięła torbę i wyszła, nie oglądając się za siebie.
Drzwi powoli się zamknęły.
Andriej pozostał na środku salonu, zagubiony. Jakby mniejszy. Jakby pozbawiony wszystkiego, czym myślał, że jest.
„Co teraz zrobimy?” zapytał głosem, w którym nie było już nic pewnego.
Długo na niego patrzyłam.
„Idę dalej.”
Przełknął ślinę.
„A my?”
Uśmiechnęłam się smutno.
„Nie istniejemy długo. Tylko że zorientowałaś się za późno.”
Chwyciłam telefon, klucze i torbę.
Wychodząc za drzwi, po raz pierwszy od dawna poczułam coś wyraźnego.
Nie ból.
Nie gniew.
Spokój.
Ten rodzaj spokoju, który przychodzi, gdy nie masz już nic do udowodnienia i nic do stracenia.
Na zewnątrz powietrze było zimne, ale czyste.
Wziąłem głęboki oddech.
I po raz pierwszy od lat wiedziałem na pewno