Podczas konferencji Donald Tusk nie gryzł się w język i uderzył bezpośrednio w swoich przeciwników politycznych, w tym Jarosław Kaczyński oraz Karol Nawrocki. W centrum jego wypowiedzi znalazł się temat wpływów Władimir Putin oraz – jak twierdzi premier – działań sprzyjających interesom Kremla.
Tusk mówił wprost o powtarzającym się schemacie, który jego zdaniem widać zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech rządzonych przez Viktor Orbán. Według niego, wszędzie tam, gdzie pojawiają się działania korzystne dla Moskwy, można dostrzec także obecność polityków związanych z prawicą.
Premier nie próbował nawet łagodzić przekazu. Stwierdził, że nie ma znaczenia, czy za takimi działaniami stoi niewiedza, pieniądze czy coś znacznie poważniejszego – liczy się efekt, który jego zdaniem prowadzi do wzmacniania rosyjskich wpływów w Europie.
W swoim wystąpieniu nakreślił też wyraźną paralelę z sytuacją na Węgrzech. Przywołał masowe protesty i hasła sprzeciwu wobec polityki Orbána, sugerując, że podobne mechanizmy mogą działać również w Polsce. W jego ocenie stawką jest nie tylko bieżąca polityka, ale przyszłość kraju i jego miejsce w zachodnich strukturach.
To przemówienie natychmiast wywołało ogromne emocje i podzieliło opinię publiczną. Jedni uznali je za potrzebne ostrzeżenie, inni za bezprecedensowy atak polityczny.
Jedno jest pewne – tak ostre słowa jeszcze długo będą odbijać się echem w polskiej debacie publicznej.