TO może zmienić wszystko! Padła obietnica ws. Ziobry, ale prawnicy studzą emocje… kulisy są zupełnie inne

Wynik wyborów na Węgrzech może wywołać efekt domina, który sięgnie aż do Polski. W centrum tej polityczno-prawnej układanki znalazł się Zbigniew Ziobro – a zapowiedzi jego szybkiego sprowadzenia do kraju rozgrzały opinię publiczną do czerwoności.

Lider opozycji Péter Magyar obiecał, że jeśli przejmie władzę, natychmiast doprowadzi do wydania byłego ministra. Brzmi jak polityczny nokaut, ale rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej skomplikowana.

Jak tłumaczy prof. Jacek Skrzydło, kluczowym mechanizmem w tej sprawie jest Europejski Nakaz Aresztowania – narzędzie obowiązujące wszystkie kraje UE. To właśnie ono zastępuje klasyczną ekstradycję i narzuca ścisłe procedury, których nie da się ominąć nawet decyzją premiera.

I tu pojawia się największy zgrzyt. Nawet jeśli dojdzie do zmiany władzy i koniec rządów Viktor Orbán stanie się faktem, politycy… nie będą mogli po prostu „odesłać” Ziobry do Polski. O wszystkim zdecyduje niezależny sąd na Węgrzech.

Dotychczasowy impas – jak wskazuje ekspert – nie wynikał z błędów po stronie Polski, lecz z politycznych blokad w Budapeszcie. W praktyce oznaczało to, że mimo obowiązujących przepisów unijnych, decyzje mogły być zatrzymywane na poziomie krajowym.

Nowy rząd, jeśli powstanie, będzie więc musiał najpierw „odblokować” system i przywrócić realne działanie prawa. Bez tego nawet najlepsze deklaracje pozostaną tylko hasłami.

Co więcej, obietnice o sprowadzeniu Ziobry „pierwszego dnia” są – według prawników – nierealne. Procedura może potrwać miesiące, a nawet lata. Kluczowe będzie ponowne uruchomienie procesu sądowego i uzyskanie zgody węgierskiego wymiaru sprawiedliwości.

W praktyce oznacza to jedno: zamiast szybkiego spektakularnego ruchu, czeka nas długi i skomplikowany proces, który może rozciągnąć się nawet na lata 2026–2027.

Jednak jeśli wszystko pójdzie zgodnie z prawem i bez politycznych blokad – finał tej sprawy może być zupełnie inny, niż jeszcze niedawno się wydawało.

Leave a Comment