Na Węgrzech doszło do scen, których mało kto się spodziewał. Jeszcze zanim policzono wszystkie głosy, sytuacja zaczęła się klarować — i wszystko wskazuje na polityczne trzęsienie ziemi.
Ogromna frekwencja od rana zapowiadała, że może wydarzyć się coś dużego. I rzeczywiście — gdy tylko zaczęły napływać pierwsze wyniki, stało się jasne, że dotychczasowy układ sił może runąć.
Po przeliczeniu części głosów zdecydowanie prowadzi partia TISZA kierowana przez Péter Magyar. Jej wynik wyraźnie wyprzedza ugrupowanie Fidesz, które od lat rządziło krajem pod wodzą Viktor Orbán.
Szacunkowy podział mandatów tylko potwierdza skalę zmiany — wszystko wskazuje na to, że TISZA może zdobyć większość pozwalającą nie tylko rządzić samodzielnie, ale nawet przeprowadzać kluczowe reformy ustrojowe.
Największe zaskoczenie? Reakcja samego Orbána. Zanim ogłoszono pełne wyniki, premier miał zadzwonić do swojego rywala i pogratulować mu zwycięstwa. Chwilę później publicznie przyznał, że wynik jest dla jego obozu „bolesny” i oznacza utratę władzy.
To moment, który może zakończyć ponad 15 lat rządów jednego obozu i otworzyć zupełnie nowy rozdział w historii Węgier.
Wszystko wskazuje na to, że wyborcy podjęli decyzję, która zmieni polityczną mapę kraju — i może mieć konsekwencje daleko wykraczające poza jego granice.