…I właśnie w tym momencie ciężkie drewniane drzwi restauracji otworzyły się z krótkim, ale ostrym skrzypnięciem, na które natychmiast zwróciły się wszystkie oczy.
Mój ochroniarz, Alex, wszedł pierwszy.
Nie był to mężczyzna, którego można by nie zauważyć: wysoki, barczysty, o spokojnym, lecz zimnym jak nóż spojrzeniu. Wydawał się wyjęty z filmu, a nie z mojego życia. A jego obecność tam, przy stole „idealnej rodziny”, sprawiła, że wszyscy zamarli, jakby na niespodziewaną kontrolę.
„Sofio” – powiedział, przechylając głowę – „jest tutaj”.
Bolesny węzeł ścisnął mi żołądek. Chwila, którą próbowałam odwlekać jak najdłużej, nadeszła w najgorszy możliwy wieczór.
„Kto tu?” – zapytała mama cienkim, ostrym głosem, jakby zapach skandalu dotarł do jej kości.
Nie zdążyłam odpowiedzieć. Było już za późno.
Za Alexem pojawił się mężczyzna po pięćdziesiątce, ubrany w nienaganny garnitur. Nie był wysoki, nie budził grozy, ale jego postawa sprawiała, że ludzie instynktownie się cofali.
I wszyscy przy stole zrobili to samo.
— Dobry wieczór, pani Ioniță, panie Ioniță — powiedział mężczyzna z uprzejmością, która sprawiła, że powietrze wydało się cięższe. — Nazywam się Mureșan. Jestem z firmy. Przyszedłem po Sofię.
Mama zamrugała szybko, jakby ktoś przed jej oczami zmienił film.
— Z jakiej firmy? — zapytała, a jej głos lekko zadrżał, co było rzadkością, wręcz historyczną.
Wziąłem głęboki oddech. Nadeszła chwila prawdy, chociaż nie chciałem go tam widzieć, nie tego wieczoru, nie przy nich.
— Firma, dla której pracuję — powiedziałem w końcu. — To… skomplikowane.
— Skomplikowane? — powtórzył tata, zaciskając serwetkę w pięści. — Co zrobiłaś, Sofio?
Nie zdążyłem otworzyć ust. Mureșan położył grubą teczkę na stole, obok talerzy z drogimi deserami i otworzył ją z wyrachowanym gestem.
Wyjął kilka dokumentów i położył je przed nimi.
— Twoja córka — powiedział — nie pracuje w zwykłym biurze. Ani w sklepie, ani w firmie informatycznej. Sofia jest prywatnym konsultantem ds. odzyskiwania długów. Po rumuńsku… rozwiązuje sprawy, których inni nie mają odwagi dotknąć. Pracuje z niebezpiecznymi ludźmi. I czasami odzyskuje… znaczne kwoty.
Tata zamarł.
Mama stała z otwartymi ustami, niezdolna wydobyć z siebie głosu.
— Jak… znaczne? — zapytał Dinu, starając się zachować wyższość, ale głos go zdradził.
— Dzisiaj — powiedział Mureșan, odwracając teczkę w moją stronę — mamy pilną sprawę. Sofia musi natychmiast z nami iść. To dług w wysokości sześciuset tysięcy lei. I tylko ona może zakończyć negocjacje bez rozlewu krwi.
Na słowo „krew” Mirela upuściła szminkę na stół. Lekko się stoczyła, brudząc jej białą talię.
— Żartujesz sobie? — powiedziała mama niemal szeptem. — Sofia? Moja córka? Dziewczyna, która nie może zrobić sobie paznokci bez umówienia?
Alex uniósł brew. Nie spodobało mu się to.
Poczułam, jak pieką mnie policzki. Czy to wstyd? Czy to złość? Czy to wszystko naraz.
— Od lat sama zarabiam na życie — powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. — I nie plotkami, nie pozorami. Prawdziwą pracą. Niebezpieczną, tak, ale uczciwą.
Tata odchrząknął, ale wydobył z siebie tylko krótki, suchy dźwięk.
— A… potrzebujesz… ochroniarza?
— Czasami tak.
— A ci ludzie… przychodzą tutaj? Na moją urodzinową kolację?
— Bo to pilne — powiedziałam. — I bo jestem dobra w tym, co robię. Bardzo dobra.
To był pierwszy raz tego wieczoru, kiedy spojrzeli na mnie tak, jakby naprawdę mnie widzieli.
— Sofia — tata w końcu zapytał — jesteś pewna, że chcesz takiego życia?
Spojrzałam na niego. W jego oczach nie było już wyrzutu. Tylko strach.
— Nie wiem, czy tego chcę — powiedziałam cicho. — Ale wiem, że to jedyne, w którym jestem sobą.
Potem wstałam od stołu.
— Muszę iść.
I po raz pierwszy w życiu nikt mnie nie powstrzymał.