Uśmiech zniknął z jej twarzy, jakby ktoś zgasił światło.
Elena spokojnie weszła do środka, niespiesznie, ale z taką pewnością siebie, że wszyscy cofnęli się o krok, nie zdając sobie z tego sprawy. Policjant stał przy drzwiach, milczący, ale uważny. Administrator budynku wyglądał niezręcznie, ale stanowczo.
„Dobry wieczór” – powiedziała po prostu Elena. „Myślę, że czas wyjaśnić parę spraw”.
Mariana odchrząknęła. „Nie wiem, kim pan jest, ale…”
„Dobrze pan wie” – przerwała Elena. „Jestem prawnikiem Andrieja. A ostatnio wykonawcą testamentu wyznaczonym w dokumentach podpisanych przed jego śmiercią”.
Pokój zamarł.
Mihai zaśmiał się krótko, wymuszonym śmiechem. „Nie ma testamentu, sprawdziłem u notariusza”.
Elena otworzyła czarną teczkę i wyjęła kilka papierów. „Zgadza się. Nie ma klasycznego testamentu. Bo Andriej wybrał inną opcję. Znacznie bezpieczniejszą”.
Zatrzymała się i spojrzała prosto na Marianę.
„Wszystko, co należy do Andrieja – dom, konta, inwestycje – zostało prawnie przeniesione na umowę o zarządzanie i ochronę, podpisaną sześć dni temu”.
„To nonsens” – powiedziała Mariana, ale głos jej drżał.
„Nie” – kontynuowała spokojnie Elena. „Nieprawda. Jest jeszcze coś”.
Przewróciła stronę.
„Każdy, kto próbuje zająć dom bez zgody prawowitego właściciela lub bezprawnie zawłaszczyć nieruchomość… popełnia przestępstwo”.
Policjant zrobił krok naprzód.
Zapadła przytłaczająca cisza.
Florica odłożyła trzymane w dłoni dokumenty. Mihai spojrzał na walizkę, a potem na drzwi.
Mariana próbowała coś powiedzieć, ale słowa nie chciały wydobyć z siebie.
Po raz pierwszy poczułam, że mogę oddychać.
Elena podeszła bliżej i delikatnie położyła mi dłoń na ramieniu.
„Ana jest jedyną osobą wyznaczoną do zamieszkania tutaj i zarządzania wszystkim, co zostawił Andriej” – powiedziała wyraźnie. „A ty… musisz odejść. Natychmiast”.
Nikt nie skomentował.
Po kolei zaczęli pakować swoje rzeczy. Bez hałasu. Bez odpowiedzi. Tylko szelest walizek i pospieszne kroki.
Mariana została ostatnia.
Długo na mnie patrzyła, z mieszaniną gniewu i bezradności.
„To jeszcze nie koniec” – wyszeptała.
Spojrzałem na nią bez mrugnięcia okiem.
„Tak” – odpowiedziałem. „To koniec dnia, w którym cię przy nim nie było”.
Wyszła bez słowa.
Drzwi cicho się zamknęły.
Po raz pierwszy od kilku dni… zapadła cisza.
Prawdziwa cisza.
Stałem na środku salonu, pośród kroków i ciężkiego powietrza zmarłego. Podszedłem do urny Andrieja i lekko jej dotknąłem.
„Miałaś rację” – wyszeptałam.
Elena podeszła bliżej. „Był mądrym człowiekiem”.
Uśmiechnęłam się przez łzy.
„Nie. Był dobrym człowiekiem. I dopilnuję, żeby nie został zapomniany”.
Tego wieczoru przestałam płakać.
Otworzyłam szeroko okno, wpuściłam zimne powietrze i powoli zaczęłam układać rzeczy na swoim miejscu.
Życie się nie skończyło.
Dopiero się zaczynało.