Inicjatywa prezydenta Karola Nawrockiego dotycząca zmiany konstytucji oraz nagminne korzystanie z prawa weta budzą poważne obawy ustrojowe. W ocenie prof. Marcina Matczaka, obecna głowa państwa traktuje ustawę zasadniczą instrumentalnie.
– Prezydent Nawrocki po prostu dosyć brutalnie rozpycha się w tej konstytucji –
ocenia prawnik. Zamiast stać na straży prawa, dąży do poszerzenia własnych kompetencji i próbuje odebrać demokratycznie wyłonionemu rządowi konstytucyjny ster.
Brak szacunku do obecnych zasad
Pomysł stworzenia nowej konstytucji, promowany obecnie przez Pałac Prezydencki, spotyka się z ostrą krytyką środowisk prawniczych. Prof. Marcin Matczak, uznany konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie z Albertem Wójcikiem na łamach serwisu Goniec.pl, bezlitośnie punktuje dotychczasowe działania Karola Nawrockiego. Zwraca uwagę, że nie można tworzyć nowych zasad funkcjonowania państwa, jeśli konsekwentnie narusza się te już obowiązujące.
– Jeżeli ktoś przychodzi i najpierw nie szanuje tej konstytucji, a później mówi, że ona nie działa, to sytuacja jest absurdalna – zauważa prof. Marcin Matczak. – To trochę tak, jak złodziej, który włamuje się do domu i mówi właścicielom, że alarm im nie działa i trzeba go wymienić – mówi Gońcowi.
Ekspert przypomina, że brak woli współpracy i działania blokujące instytucje państwowe stanowią naruszenie idei ustawy zasadniczej. – Jeżeli ktoś łamie konstytucję, to po co mu nowa? Niech najpierw nauczy się szanować tę, która jest, i wtedy będziemy mogli rozmawiać o zmianach – dodaje prawnik.
CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA NA NASZYM KANALE YOUTUBE:
Egoistyczne motywacje i fasadowy zespół
Głównym motywem proponowanych zmian ustrojowych – jak mówi Gońcowi prof. Matczak – nie wydaje się dobro wspólnoty, lecz czysta chęć zwiększenia politycznych wpływów. Obecne przepisy ograniczają ambicje głowy państwa, która regularnie stara się naginać prawo do własnych potrzeb. Poważne wątpliwości budzi również sam powołany przez prezydenta zespół ekspercki, w którym brakuje różnorodności, co z góry wyklucza rzetelną, ponadpartyjną debatę o fundamentalnych dla Polski sprawach.
– Wydaje mi się, że obecna konstytucja naszego prezydenta uwiera, dlatego że daje mu za mało władzy, albo nie tyle, ile by chciał – ocenia otwarcie prof. Matczak. Zdaniem eksperta, głowa państwa wszędzie tam, gdzie z interpretacji i nagięcia przepisu może znaleźć dla siebie dodatkowe kompetencje, po prostu to robi. – Zmiana, która jest dokonywana w taki sposób, że jedna osoba, która ją proponuje, może na niej ewidentnie skorzystać, jest po prostu moralnie podejrzana – podkreśla gość serwisu Goniec.pl.
Uzurpacja władzy i blokowanie rządu
Napięcia na szczytach polskiej polityki wewnętrznej drastycznie potęguje nieustanne nadużywanie przez Karola Nawrockiego prawa weta. Prezydent, zdaniem konstytucjonalistów, wchodzi w kompetencje Rady Ministrów, próbując zza biurka w Pałacu Prezydenckim bezprawnie kreować politykę kraju.
– Konstytucja mówi wyraźnie, że politykę wewnętrzną i zewnętrzną prowadzi Rada Ministrów, czyli rząd – przypomina prof. Matczak. – Problem polega na tym, że prezydent nie chce przyjąć tego do wiadomości. On sam chce decydować, co będzie lepsze dla Polaków, uzurpując sobie rolę, której konstytucja mu zabrania.
Prawnik stanowczo zaznacza, że wetowanie ustaw powinno stanowić ostateczny hamulec w trudnych sytuacjach, a nie populistyczną blokadę codziennych reform rządu. – Weto nie jest narzędziem prowadzenia polityki. Weto jest ochroną wspólnoty przed takimi działaniami, które mogą jej ogromnie zaszkodzić – wyjaśnia.
Niebezpieczna walka o kierownicę
Postawa bezwzględnej konfrontacji i ciągłe blokowanie inicjatyw rządu poważnie dławią bieżący rozwój kraju. Całą brutalną przepychankę ustrojową prof. Matczak precyzyjnie podsumowuje za pomocą niezwykle trafnej metafory jazdy podwójnie sterowanym samochodem. Rola polskiego prezydenta w tym systemie sprowadza się do bacznego obserwatora i strażnika ustroju, a nie bezpośredniego kierowcy.
– Prezydent nie może łapać za kierownicę i nią wywijać z bocznego siedzenia, mówiąc: dajcie mi prowadzić tę politykę – ostrzega na koniec prof. Matczak. – To z całą pewnością skończy się katastrofą.
Źródło: Goniec