— Niech diabli wezmą twoją matkę!

Sandu nie czekał na odpowiedź.

Wyjął kartę z portfela i podał ją kelnerowi, nie mrugając okiem.

— Dolicz to wszystko do mojego rachunku.

Karina z szeroko otwartymi ustami.

— Nie… Nie mogę tego przyjąć…

— Możesz — powiedział cicho. — Nie czas na upór.

Kelner natychmiast odszedł, jakby nie był już tą samą osobą.

Oczy Kariny napełniły się łzami.

— Oddam ci pieniądze… Przysięgam. Nie wiem jak, ale mu je oddam…

Sandu lekko się uśmiechnął.

— Wiesz, co jest ciekawe? W liceum nawet nie wiedziałeś o moim istnieniu.

Karina spuściła wzrok.

— Wiem… i przepraszam.

— Nie powinieneś. Takie jest życie. Każdy widzi to, co chce.

Kelner przyszedł z paragonem. Sandu podpisała i wstała.

— Chodźmy. Tutejsze powietrze ci nie służy.

Wyszli na taras. Noc była cicha, miasto lśniło.

Karina wciąż się trzęsła.

— Dlaczego to dla mnie zrobiłeś?

Sandu oparł się o balustradę.

— Bo już widziałem tę historię. Zbyt wiele razy.

— Co masz na myśli?

— Pracuję w IT… ale poza tym zajmuję się też oszustwami internetowymi. Ten facet… Oleg… nie jest pierwszym „numerem”.

Karina zamarła.

— Wiesz, kim on jest?

— Nie osobiście. Ale schemat jest ten sam. Zdobywa zaufanie kobiety, zabiera ją do drogiego lokalu, zamawia, a potem znika.

— I… nikt go nie łapie?

Sandu westchnął.

— Mocno. Zmienia numery, konta, tożsamości.

Karina poczuła się mała.

— Byłam głupia…

— Nie. Byłaś człowiekiem. Miałaś zaufanie.

Cisza.

Potem Sandu kontynuował:

— Ale możesz coś zrobić.

— Co?

— Ruszaj się. I nie pozwól, żeby ktoś cię tak znowu traktował.

Karina spojrzała na niego uważnie.

Nie był już nieśmiałym chłopakiem z banku.

Był spokojnym, pewnym siebie mężczyzną, który się nie przechwalał, ale się przechwalał.

— Sandu… chcesz kawę? Ale tym razem… zapraszam.

Uśmiechnął się.

— Akceptuję. Ale nie w restauracji na dachu.

— Nie. W zwykłej kawiarni. Jak normalni ludzie.

Oboje się roześmiali.

Po raz pierwszy tego wieczoru Karina poczuła, że ​​oddycha.

Nie straciła wszystkiego.

Wręcz przeciwnie.

Utracił iluzję.

I odnalazł coś prawdziwego.

Leave a Comment