Część a 2-a – Kontynuacja historii 👉 — Skąd pani to ma? — zapytał on.
Jego głos nie brzmiał już ironicznie.
Oana spojrzała na CV.
— O co panu chodzi?
Andrei odwrócił dokument w jej stronę i dotknął palcem ostatniego wiersza.
„Praca dyplomowa: Model predykcyjny do identyfikacji oszustw w zamówieniach korporacyjnych. Studium przypadku wykonane na zanonimizowanych danych dostarczonych przez Grupul Meridian.”
Grupul Meridian.
Firma, w której siedzibie się znajdowali.
— Kto dał Pani dostęp do naszych danych?
— Uniwersytet otrzymał zestaw zanonimizowanych danych do badań. Mój promotor przydzielił mi go.
— I co Pani znalazła?
Oana zawahała się.
— Tego nie ma w CV.
— Pytam Panią teraz.
Irina spojrzała niespokojnie na dyrektora.
Oana otworzyła plastikową teczkę i wyjęła gruby egzemplarz pracy dyplomowej.
— Znalazłam anomalię.
Andrei w ogóle się już nie uśmiechał.
— Jakiego rodzaju anomalię?
— Powtarzający się wzorzec w umowach zakupowych. Różne kwoty, różni dostawcy, różne okresy. Na pierwszy rzut oka nie miały związku.
— A przy drugim spojrzeniu?
Oana otworzyła pracę na zaznaczonej stronie.
— Siedmiu pozornie niezależnych dostawców używało tych samych struktur fakturowania. Kwoty były rozdzielane tak, by pozostawać poniżej progów wymagających dodatkowych zatwierdzeń.
Andrei odsunął krzesło i usiadł.
Po raz pierwszy od wejścia Oany wydawało się, że całkowicie zapomniał o jej sukience.
— Proszę kontynuować.
— Początkowo założyłam, że to przypadek statystyczny. Więc sprawdziłam częstotliwość, daty i działy zatwierdzające płatności. Model wskazywał bardzo małe prawdopodobieństwo, by to było przypadkowe.
— Jak bardzo małe?
Oana podała mu liczbę.
Irina zrobiła wielkie oczy.
Andrei pozostał nieruchomy.
— Czy powiadomiła Pani kogoś w firmie?
— Nie.
— Dlaczego?
— Ponieważ dane były zanonimizowane i nie mogłam udowodnić, kto stał za transakcjami. Poza tym moja rola była akademicka. Nie miałam prawa zamieniać hipotezy w oskarżenie.
Po raz pierwszy dyrektor spojrzał na nią z czymś, co przypominało szacunek.
— Większość ludzi umieściłaby wniosek na pierwszej stronie, by wydać się spektakularnym.
— Większość ludzi nie ryzykowałaby zniszczenia czyjejś reputacji tylko po to, aby ich praca wydawała się ciekawa.
Andrei zamknął teczkę.
— Proszę tu poczekać.
Wstał i wyszedł.
Irina została przy drzwiach.
Po kilku sekundach podeszła do Oany.
— Co zrobiłaś?
— Odpowiedziałam na pytania.
— Dyrektor nigdy nie wychodzi w środku rozmowy kwalifikacyjnej.
Oana złożyła dłonie na kolanach.
Teraz, po raz pierwszy, była zdenerwowana.
Andrei wrócił po prawie dziesięciu minutach.
Ale nie był sam.
Wraz z nim weszły dyrektorka finansowa i szef działu prawnego.
Oana wstała.
— Proszę usiąść — powiedział Andrei.
Położył laptop na stole.
— Chcę państwu coś pokazać. Nie wolno fotografować, kopiować ani przekazywać tych informacji.
— W takim razie wolę tego nie oglądać, dopóki nie podpiszę umowy o poufności.
Dwójka dyrektorów spojrzała na siebie.
Andrei przez kilka chwil milczał.
Potem zaczął się śmiać.
Nie szyderczo.
Prawie zadowolony.
— Irina, przynieś umowę.
Po podpisaniu dokumentu Andrei otworzył laptopa.
Na ekranie pojawiła się tabela.
— To są rzeczywiste dane z ostatnich osiemnastu miesięcy. Czy może Pani zidentyfikować ten sam wzorzec?
Oana podeszła bliżej.
Czytała kilka minut, nie mówiąc nic.
Potem poprosiła o kartkę.
Zapisała trzy nazwy dostawców.
Potem jeszcze dwa.
Przy szóstym dyrektorka finansowa zbledła.
— Niemożliwe.
Oana podniosła wzrok.
— Dlaczego?
Kobieta nie odpowiedziała.
Andrei odpowiedział za nią.
— Ponieważ tamtego dostawcę osobiście polecił nasz dyrektor ds. zakupów.
Nastała ciężka cisza.
— Czy mogę jeszcze coś sprawdzić? — zapytała Oana.
— Co?
— Godziny, kiedy zatwierdzenia zostały wprowadzone do systemu.
Andrei pokazał jej kolumnę.
Oana śledziła dane palcem.
— Tutaj.
Potem jeszcze jedno.
— I tutaj.
Zatrzymała się.
— Prawie wszystkie podejrzane zatwierdzenia zostały wprowadzone między 19:40 a 21:15.
— I?
— Jeśli macie logi dostępu, sprawdźcie, czy zostały wykonane z tego samego terminala.
Szef działu prawnego wyszedł natychmiast.
Dwadzieścia minut później wrócił.
Nie miał już tego samego wyrazu twarzy.
— Ten sam terminal — powiedział.
Andrei wstał.
— Czyj?
Mężczyzna podał mu kartkę.
Dyrektor przeczytał ją.
Zacisnął szczękę.
— Zablokujcie dostęp do systemu. Teraz. I niech nikt się z nim nie kontaktuje, dopóki nie zabezpieczymy wszystkich danych.
Oana też wstała.
— Zakładam, że rozmowa kwalifikacyjna się skończyła.
Andrei spojrzał na nią zaskoczony.
— Dlaczego pani tak mówi?
— Ponieważ odkrył pan problem znacznie ważniejszy.
— Ma pani rację.
Wyciągnął do niej rękę.
— Rozmowa na stanowisko młodszego analityka się zakończyła.
Oana uścisnęła jego dłoń, próbując ukryć rozczarowanie.
— Rozumiem.
— Nie sądzę, że pani rozumie.
Andrei wziął CV ze stołu.
— Byłoby absurdalne zatrudnić panią jako młodszego analityka po tym, jak w niecałą godzinę zauważyła pani coś, czego ludzie z dziesięcioletnim doświadczeniem nie dostrzegli.
Oana pozostała nieruchoma.
— Oferuję pani stanowisko w zespole analizy ryzyka. Okres próbny, wynagrodzenie adekwatne do stanowiska i starszy mentor. Nie dlatego, że jest pani „najlepszą absolwentką od dziesięciu lat”.
Podsunął jej CV.
— Lecz dlatego, że właśnie udowodniła pani, iż potrafi pani rozpoznać, kiedy dane opowiadają historię, a co ważniejsze — kiedy wciąż nie ma pani wystarczających dowodów, by kogoś oskarżyć.
Oana spojrzała na wyciągniętą dłoń.
Potem uśmiechnęła się.
— Mam też jeden warunek.
Andrei uniósł brwi.
— Już?
— Tak.
— Proszę mówić.
Oana wygładziła swoją prostą sukienkę.
— Następnym razem, gdy przyjdzie na rozmowę dobry kandydat, proszę nie oceniać go po tym, ile kosztował jego garnitur.
Irina szybko skryła uśmiech.
Dyrektor finansowa odwróciła wzrok w stronę okna.
Andrei milczał przez kilka sekund.
Potem skinął głową.
— Zgadza się.
Oana uścisnęła mu dłoń.
Trzy miesiące później wewnętrzne dochodzenie potwierdziło schemat oszustwa. Firma odzyskała znaczną część pieniędzy, a sprawa trafiła do władz.
Ale Oana nigdy nie opowiadała o swoim pierwszym dniu jako o momencie, w którym „uratowała firmę”.
Dla niej lekcja była inna.
Tego ranka weszła do wieżowca w taniej sukience, z plastikową teczką i zerem lat doświadczenia.
Przy wyjściu sukienka była taka sama.
Teczka była taka sama.
A jej doświadczenie zawodowe wciąż można było mierzyć w godzinach.
Jedyną rzeczą, która się zmieniła, był człowiek, który ocenił ją po pozorach.