Część 2 – Ciąg dalszy historii 👉Spojrzałam na wyciągniętą dłoń Cristiny, potem na jej twarz.
— Chcesz, żebym dała ci kobietę, której nie znam, żeby mieszkała w moim mieszkaniu, póki mnie nie będzie?
Uśmiechnęła się, jakby to ja niepotrzebnie komplikowała sprawy.
— To moja kuzynka. Pracuje w banku, to poważna osoba. Nawet nie zauważycie, że tu mieszkała.
— Ja to zauważę.
— Gabi, przecież nie proszę cię o mieszkanie na zawsze. To tylko cztery dni.
— Odpowiedź brzmi nie.
Po raz pierwszy uśmiech zniknął jej z twarzy.
— Serio? Po tym, jak sobie pomagałyśmy?
Zarechotałam krótko.
— Ty nigdy mi nie pomagałaś.
— Bo mnie nie prosiłaś.
— Nie prosiłam, bo sama kupuję, czego potrzebuję.
Cristina przewróciła oczami.
— Jesteś bardzo skąpa.
— A ty doszłaś do wniosku, że wszystko, co moje, ci się należy.
Wyszła, trzasnąwszy drzwiami mieszkania.
Tego wieczoru wyjęłam zeszyt w kratkę i zrobiłam ostateczne obliczenia.
Trzy lata. Sto czterdzieści osiem wpisów.
Sól, cukier, kawa, masło, jajka, mąka, mleko, olej, wędliny, ryż, warzywa, ser, a nawet butelka oliwy z oliwek, którą Gheorghe przywiózł z Grecji.
Razem: 784 lei i 20 bani.
Gheorghe spojrzał przez moje ramię.
— Naprawdę chcesz żądać od niej pieniędzy?
— Nie. Zamierzam jej już nic nie dawać. Ale chcę, żeby wiedziała, ile wzięła.
Dwa dni później Cristina znów zadzwoniła do drzwi.
Za godzinę miała gości i zapomniała kupić kawę.
— Daj mi opakowanie, proszę. Jutro przyniosę nowe.
Otworzyłam drzwi i pokazałam jej kartkę, którą przykleiłam na ścianie w przedpokoju.
Na niej było napisane:
„Produkty spożywcze wydawane są tylko po uregulowaniu poprzednich długów. Dług Cristiny: 784,20 lei.”
Przeczytała to dwa razy.
— Co to za głupota?
Podałam jej zeszyt.
— Twoja ewidencja.
Przeglądała kilka stron. Jej twarz się zmieniła.
— Masz wszystko w głowie? To kilka jajek i trochę soli!
— To trzy lata, w których obiecałaś, że oddasz, i nic nie oddałaś.
— Dałaś mi to dobrowolnie!
— Tak. Bo uwierzyłam, że jesteś moją sąsiadką, a nie klientką sklepu bez płatności.
Cristina zaczęła mówić coraz głośniej. Twierdziła, że jestem skąpa, że moje życie emerytki musi być straszne, skoro liczę jajka, i że da znać całemu blokowi, jaką jestem osobą.
Drzwi na końcu korytarza się otworzyły.
Wyszła pani Ileana.
— Co się dzieje?
Cristina natychmiast zwróciła się do niej.
— Gabi każe mi prawie osiemset lei za drobiazgi!
Spojrzałam na panią Ileana.
— Cristina kiedykolwiek pożyczała od pani coś?
Kobieta westchnęła.
— Cukier, mleko, jajka… i pięćdziesiąt lei na taksówkę. Obiecała, że przyniesie wieczorem.
Cristina zarumieniła się.
— Oddałam ci je!
— Nie, kochanie. Nie oddałaś.
W tym momencie pojawił się Petre, sąsiad z górnego piętra.
— U mnie brała kapsułki do ekspresu i ładowarkę. Ładowarki nie oddała.
Potem młoda mama stojąca przy windzie przypomniała sobie o paczce pieluch. Inny sąsiad wspomniał o pożyczonych narzędziach, zwróconych uszkodzonych.
W kilka minut na korytarzu było siedem osób.
Wszyscy mieli tę samą historię.
Cristina brała po trochu od każdego, obiecywała zwrot i liczyła na to, że nikt nie będzie robił awantury o drobiazgi.
— Umówiłyście się wszystkie przeciwko mnie? — krzyknęła.
Pani Ileana spojrzała na nią spokojnie.
— Nie. Po prostu w końcu zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać.
Cristina weszła do swojego mieszkania i zatrzasnęła drzwi.
Kawy jej nie dałam.
Dwa tygodnie później znalazłam przed drzwiami dwie duże torby z jedzeniem i kopertę z pieniędzmi.
W kopercie było czterysta lei.
Na karteczce napisano:
„Resztę oddam później. Mam nadzieję, że po tym się uspokoisz.”
Wpisałam wszystko do zeszytu.
Miesiąc później Cristina przelała mi brakującą sumę. Nie przeprosiła. Nie wysłała żadnej wiadomości.
Ale nigdy więcej już o nic nie prosiła.
Po kilku miesiącach się wyprowadziła.
Zanim odeszła, spotkałyśmy się przy windzie. Spojrzała na mnie przez kilka sekund, po czym powiedziała:
— Mogłaś po prostu od razu powiedzieć mi nie.
Kiwnęłam głową.
— Mogłam. A ty mogłaś oddać mi już pierwszą torebkę soli.
Nie odpowiedziała.
Długo trzymałam zeszyt w szufladzie kuchennej.
Nie dla tych 784 lei.
Dla przypomnienia rzeczy, której nauczyłam się zbyt późno:
Człowiek, który raz prosi o pomoc, dziękuje.
Człowiek, który zawsze obiecuje, że zwróci, ale nigdy tego nie robi, już nie prosi o pomoc. Testuje twoje granice.