Amerykańska administracja znów na językach – tym razem za sprawą skandalicznego odkrycia w hotelu w Anchorage. W ogólnodostępnej drukarce ktoś zostawił osiem stron dokumentów z pieczęciami Departamentu Stanu USA, zawierających m.in. szczegóły dotyczące szczytu Trump–Putin. Sprawę nagłośnił serwis NPR.
Znalezisko miało miejsce w piątek rano, jeszcze przed rozpoczęciem spotkania dwóch przywódców. Wśród wydruków znalazły się m.in. dokładne harmonogramy, nazwy sal w bazie wojskowej Elmendorf–Richardson, a nawet… instrukcja fonetyczna wymowy nazwiska “Putin”.
Dokumenty zdradzały również, że planowano uroczysty lunch z udziałem obu prezydentów – z menu w stylu high class: filet mignon, halibut i creme brulee. Mimo to posiłek ostatecznie się nie odbył. NPR donosi, że jeden z prezentów dla Putina miał mieć formę statuetki z bielikiem amerykańskim.
Najbardziej niepokojące były jednak dane kontaktowe trzech urzędników rządowych, które również znalazły się na pozostawionych stronach.
Eksperci nie kryją oburzenia. – To kompromitujące zaniedbanie. Dokumenty rządowe nie mają prawa lądować w hotelowej drukarce – ocenił profesor Jon Michaels z Uniwersytetu Kalifornijskiego.
To nie pierwszy taki przypadek za kadencji Trumpa – NPR przypomina wcześniejsze wpadki, m.in. gdy redaktor naczelny “The Atlantic” przypadkiem trafił na czat dotyczący operacji wojskowych w Jemenie.
Biały Dom zareagował nerwowo. – To groteska. NPR publikuje menu i robi z tego aferę – skwitowała rzeczniczka Anna Kelly, dodając, że stacja nie zasługuje na finansowanie z publicznych pieniędzy.