Andrij Sadowy, mer Lwowa, nie kryje rozczarowania po spotkaniu Donalda Trumpa i Władimira Putina na Alasce. W rozmowie z TVN24 nie owijał w bawełnę – jego zdaniem naiwnie było oczekiwać cudów po rozmowach z człowiekiem, który „rozumie tylko brutalną siłę”.
Spotkanie, które trwało niemal trzy godziny, miało na celu omówienie możliwości zawieszenia broni w Ukrainie. Komentatorzy z całego świata obserwowali każdy gest – szczególnie sposób, w jaki Trump powitał Putina, twórcę krwawej agresji rozpoczętej w 2022 roku.
– Nie liczyłem na żadne przełomy. Putin nie szuka pokoju – on chce okupować, a Trumpa widzi jako potencjalnego sprzymierzeńca – ocenił Sadowy.
W jego opinii „siła negocjacyjna nie bierze się z retoryki, tylko z realnej potęgi armii ukraińskiej”. Mer dodał, że wojna może zostać czasowo „zamrożona”, ale nikt nie powinien łudzić się, że Putin odpuści z własnej woli. Codzienne pogrzeby we Lwowie to – jak mówi – bolesne przypomnienie tej rzeczywistości.
Pojawiły się też doniesienia, że Kreml miał zaproponować Trumpowi układ: w zamian za przekazanie Donbasu Rosji – zawieszenie działań ofensywnych na południu. Dla Sadowego taka „cena pokoju” nie wchodzi w grę. – To nasza ziemia – podkreślił stanowczo.