Uroczystości 86. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte miały być momentem zadumy i wspólnoty. Zamiast tego – głównym bohaterem stało się “polskie piekiełko”. W trakcie przemówień premiera Donalda Tuska doszło do głośnych gwizdów i obraźliwych okrzyków: „Do Berlina!”, „Zdrajca!”, „Hańba!”.
Oburzenia nie kryli dziennikarze i komentatorzy. – To dzień, który powinien nas łączyć. A zobaczyliśmy podział i nienawiść – mówił w TVN24 Robert Kantereit. – To było bolesne – dodała Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin z „Kultury Liberalnej”.
Równolegle, w emocjonalnych przemówieniach, zarówno premier Tusk, jak i prezydent Nawrocki, dali zupełnie inne spojrzenia na temat zagrożeń i relacji z Niemcami. Tusk apelował o rozsądek i sojusze w obliczu rosyjskiego zagrożenia. Nawrocki wzywał do wypłaty reparacji wojennych. – Musimy budować relacje na prawdzie – podkreślił.
Dziennikarze ocenili to jako niepotrzebne szukanie wroga. – Po 86 latach wciąż rozgrzebujemy otwarte rany, zamiast szukać partnerstwa – powiedział Roch Kowalski z Polskiego Radia.
Obchody, które miały jednoczyć, znów stały się polityczną sceną konfliktu. Czy tak musi wyglądać pamięć o wojnie?