Władimir Putin ponownie sięga po swoją ulubioną broń – manipulację historią. Tym razem podczas wystąpienia w Soczi uderzył w Polskę, wykorzystując słowa prezydenta Karola Nawrockiego jako pretekst do szerzenia fałszywych tez i ukrytych gróźb. Prezydent Rosji znany jest z tego, że przeszłość traktuje jak teatr propagandy – a Polska stała się najnowszym scenariuszem tego spektaklu.
Putin przytoczył fragment poematu Aleksandra Puszkina „Rocznica Borodina”, pełnego antypolskich odniesień. Cytaty o przechodzeniu po „kościach Polski” i „zmiażdżonym buncie” miały wyraźnie zasugerować, że opór wobec Rosji kończy się tragicznie. W tle tych literackich aluzji padły też poważne oskarżenia – o rzekome błędy polskiej dyplomacji przed II wojną światową.
Według Putina, Polska miała odrzucić „pokojową ofertę” Niemiec w sprawie Gdańska i korytarza, a w 1938 r. nie zgodziła się na przemarsz wojsk sowieckich, co – jego zdaniem – uniemożliwiło pomoc Czechosłowacji. W ten sposób rosyjski prezydent sugeruje, że Polska sama sprowadziła na siebie katastrofę 1939 r.
Problem w tym, że to klasyczne zakłamywanie historii. Hitler nie chciał pokoju, tylko ekspansji. A wpuszczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej oznaczałoby faktyczną okupację – czego polskie władze były boleśnie świadome. Historycy, w tym prof. Marek Kornat, jednoznacznie potwierdzają, że taka decyzja byłaby politycznym samobójstwem.
Putin przemilcza oczywiście udział ZSRS w rozbiorze Polski i próbuje wybielić pakt Ribbentrop-Mołotow. Jego wypowiedzi są częścią większej narracji, która ma na celu wybielanie sowieckich zbrodni i podważanie suwerenności państw Europy Środkowo-Wschodniej.
Na koniec rosyjski przywódca dorzuca „radę” dla współczesnych elit w Polsce, by „wyciągnęły wnioski z przeszłości”. To już nie tylko propaganda – to zawoalowana groźba.