Po kilku dniach Varia zebrała się na odwagę i poszła do Nicolae. Właśnie wracał z pola z rękami pełnymi kurzu i papierosem w ustach.
- Nicolae, muszę ci coś powiedzieć – powiedziała mu drżącym głosem.
– Co się stało, dziewczyno?
- Będziemy mieć dziecko.
Przez chwilę stał nieruchomo, jakby słabo słyszał. Potem wyrzucił papierosa i powiedział sucho:
- Przestań się wygłupiać, Varia. Nie jestem na to gotowy.
Dziewczyna złożyła ręce wzdłuż boków, starając się nie płakać. Ale jego oczy napełniły się łzami.
- O nic nie proszę. Właśnie ci powiedziałem, żebyś wiedział.
I odszedł ciężkimi krokami zakurzoną drogą wiodącą do domu. Z tyłu Nicolae pozostał na miejscu i patrzył, jak znika. Potem odwrócił się i wszedł do pubu.
Świat mówił, tak jak rozmawia się we wsi. Niektórzy patrzyli na nią ze współczuciem, inni z drwiną. Ale ciocia Maria była blisko niego. Powiedział mu:
- Daj spokój dziewczyno, to nie koniec świata. Dziecko jest błogosławieństwem, nawet jeśli ojciec tego nie rozumiał. Nic ci nie będzie.
I Varia to zrobiła. Z czasem zaczęła sprzedawać warzywa z ogrodu i nosić listy po wsi, bo wszyscy ją znali z poczty. Nie prosił o pomoc, ale ludzie zawsze zostawiali mu coś ekstra: słoik miodu, kawałek boczku, miłe słowo.
Urodziła małą dziewczynkę o szarych oczach, takich samych jak jej. Nazwał ją Ana. Kiedy trzymał ją w ramionach, poczuł, jak cały ciężar znika.
Minęły lata. W międzyczasie Nicolae poślubił dziewczynę z miasta. Mieli pieniądze, ale nie mieli dzieci. Czasami widział Varię spacerującą po wiosce z Aną za rękę i oglądał się za siebie.
Któregoś dnia nadeszła silna burza. Dom Varii pozostał bez dachu. Ciocia Maria rozesłała tę wiadomość po całej wsi, a ludzie zebrali się, by jej pomóc. Wśród nich pojawił się Nicolae.
Nic nie powiedział. Wspiął się po drabinie i zaczął naprawiać dach, tak jak wiele lat temu naprawiał ogrodzenie.
Wieczorem, gdy praca była skończona, Varia przyniosła mu miskę barszczu i kawałek czarnego chleba.
- Dziękuję – powiedziała mu po prostu.
- Nie dziękuj mi. To ja powinienem przepraszać.
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko.
- Nie ma potrzeby, Nicolae. Bóg stawia wszystko na swoim miejscu.
Potem w milczeniu odszedł. I pozostała na werandzie z Aną w ramionach, obserwując, jak chmury rozwiewały się i księżyc ponownie pojawiał się na niebie.
W tym momencie Varia poczuła, że życie, ze wszystkim, co jej zabrało i dało, jest nadal sprawiedliwe. Może nie jest to łatwe, ale prawdziwe. I po raz pierwszy od długiego czasu uśmiechnął się ze spokojem w sercu.
Ta praca jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i ludźmi, ale została fabularyzowana w celach twórczych. Imiona, postacie i szczegóły zostały zmienione, aby chronić prywatność i ulepszyć narrację. Wszelkie podobieństwo do osób rzeczywistych, żyjących lub zmarłych, lub do rzeczywistych wydarzeń jest całkowicie przypadkowe i nie jest zamierzone przez autora.
Autor i wydawca nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za prawdziwość wydarzeń i sposób przedstawienia bohaterów oraz nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek błędne interpretacje. Ta historia jest dostarczana w stanie „takim, jakim jest”, a wszelkie wyrażone opinie są opiniami bohaterów i nie odzwierciedlają poglądów autora lub wydawcy.