Wojna domowa w PiS. Morawiecki stawia warunki, a Nowogrodzka eksploduje

Atmosfera w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej była gorętsza niż kiedykolwiek. Miało być uspokojenie nastrojów, wyszła polityczna awantura z Mateuszem Morawieckim w centrum. Dawno nie zdarzyło się, by to nie Donald Tusk, a były premier był największym obiektem wściekłości partyjnych towarzyszy.

Spotkanie prezydium Komitetu Politycznego PiS, nazywanego “PKP”, przekształciło się w festiwal oskarżeń pod adresem Morawieckiego. Tobiasz Bocheński – ulubieniec prezesa – rzucił najcięższe działa, zarzucając byłemu premierowi próbę rozbijania partii. A wszystko dlatego, że Morawiecki poczuł się pominięty przy tworzeniu zespołów programowych. Oburzenie przerodziło się w odmowę udziału w debacie i medialną ofensywę jego zwolenników.

Największy problem? Morawiecki w wywiadzie rzucił, że w sytuacji wojny mógłby rozważyć współpracę z Tuskiem – co w PiS brzmi jak herezja. Do tego dorzucił wzmiankę o Grzegorzu Braunie jako mniejszym złu. Taka narracja to dla wielu działaczy cios w sam fundament partii.

Na dokładkę wybuchła afera z Waldemarem Budą – europosłem i człowiekiem Morawieckiego – który miał zostać zawieszony za udział w Igrzyskach Wolności. Tyle że oficjalnie do zawieszenia nie doszło, a cała sytuacja obróciła się w problem wizerunkowy, bo Buda zalegał z opłatami na partię i… postanowił to nagłośnić.

W tle tej przepychanki toczy się inna gra – frakcyjna walka o władzę w partii. Morawiecki, wyraźnie osamotniony, próbuje odbudować wpływy, podczas gdy prezes Kaczyński lawiruje, starając się utrzymać jedność. Pojednawcze gesty – jak odwieszenie ludzi Dworczyka – to tylko plaster na narastające napięcia.

Choć oficjalnie mówi się, że przez najbliższe dwa lata nic się nie zmieni, to za kulisami politycy PiS przyznają: jedna iskra wystarczy, by cała konstrukcja runęła.

Leave a Comment