Donald Tusk postanowił po raz kolejny podzielić się pozytywną wiadomością – i zrobił to z typowym dla siebie przytykiem do poprzedniej władzy. „Wiem, że to już nudne, ale w listopadzie inflacja znowu niższa od prognoz: 2,4 procenta!” – napisał premier, wyraźnie zadowolony z wyników gospodarczych.
Tym razem rząd naprawdę może mieć powód do świętowania. Analitycy spodziewali się inflacji na poziomie 2,6%, a tymczasem rzeczywistość okazała się lepsza. Tusk nie mógł sobie odmówić dopisku: „Świąteczne zakupy nie będą już cenowym horrorem, jak było za rządów PiS”.
Ekonomiści przyznają, że to nie tylko zasługa obecnej polityki – pomogły również tzw. efekty bazy. Rok temu ceny usług rosły ostro, w tym roku już nie. Ale fakty są faktami: inflacja spada, a Polacy zarabiają coraz więcej.
Według GUS, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w październiku wzrosło aż o 6,6% w porównaniu do zeszłego roku. W badaniach PayPo aż 12% ankietowanych zadeklarowało, że na Black Friday planują wydać ponad 1000 zł – to wzrost aż o 4 pkt proc. względem 2024 roku.
Czy to oznacza, że kryzys inflacyjny został opanowany? Tusk chce, by Polacy to poczuli – zwłaszcza przy świątecznym stole.