Każdej nocy moja teściowa pukała do drzwi naszej sypialni dokładnie o 3 nad ranem.

Każdej nocy moja teściowa pukała do drzwi naszej sypialni dokładnie o 3 nad ranem.
Na ekranie sylwetka Marioary powoli pojawiała się przed drzwiami. Nie miała tego chwiejnego kroku, który ma ktoś, kto budzi się w środku nocy. Wręcz przeciwnie. Szła prosto, z wzrokiem uniesionym w stronę pokoju, którego nie mogła zobaczyć. Jej oczy były szeroko otwarte, wpatrzone, jakby patrzyła przez drzwi, prosto na mnie.

Poczułam dreszcze.

Nie pukała mocno… po prostu pukała w drzwi trzy razy, a potem stała nieruchomo przez kilka minut. Stała z dłonią przyciśniętą do drewna, jakby nasłuchiwała czegoś z wnętrza.

Potem, równie powoli, jak przyszła, odwróciła się i zniknęła w ciemności.

Gwałtownie zamknęłam laptopa. Ręce mi się trzęsły. Część mnie chciała od razu pokazać to Rareșowi. Inna… bała się jego reakcji. Jednak po kolejnych dziesięciu minutach wahania otworzyłem drzwi do pokoju i poszedłem do kuchni.

Rareș pił kawę, a jego mama siedziała przy stole, robiąc coś na drutach z wełny, jakby nic się nie stało.

— Rareș, muszę ci coś pokazać — powiedziałem cicho.

Widział moją minę i zrozumiał, że nie żartuję. Wycofaliśmy się do sypialni. Wcisnąłem play. Gdy kamera pokazała obraz Marioary przy drzwiach, Rareș zamarł. W końcu zamknął laptopa, przytrzymał go dłońmi na pokrywie przez kilka sekund i westchnął.

— Wiedziałem… — mruknął.

— Co wiedziałeś?

Wstał, zaczął chodzić po pokoju, zdenerwowany.

— Mamo… ona też tak robiła, kiedy byłem mały. Pukała do moich drzwi każdej nocy dokładnie o trzeciej. Myślałem, że to jakiś tik, ale po śmierci ojca… było gorzej. Lekarze powiedzieli jej, że to lunatykowanie. Ale ona mówi… że budzi się, bo „ktoś ją woła”.

Poczułam gulę w gardle.

— I myślałaś, że to normalne, że ona też tak tu robi? — zapytałam, czując, jak mój głos drży.

— Miałam nadzieję, że przestanie…

W tym momencie z kuchni dobiegł hałas. Jakiś przedmiot upadł na podłogę. Wyszłyśmy jednocześnie. Marioara stała, wpatrując się w jakiś punkt na ścianie. Obok niej, rozbity kubek.

— Pani Marioara? — zapytałam cicho.

Mrugnęła, ale nie spojrzała na nas.

— Proszę przestać pukać do naszych drzwi — kontynuowałam, robiąc krok w jej stronę.

Potem odwróciła wzrok. Nie była zła. Była zagubiona. Smutna. Jak dziecko, które się zgubiło.

— Ja… Nie pukam, żeby panią obudzić — powiedziała cicho. — Pukam, żeby sprawdzić, czy ona jest.

— Kto? Zapytałam, choć już czułam w powietrzu odpowiedź.

— Dziewczyna.

Spojrzałam na Rareșa, a jego twarz zbladła.

— Jaką dziewczynę, mamo? — zapytał, starając się zachować spokój.

Mariara uniosła palec i wskazała na drzwi naszej sypialni.

— Dziewczyna, która puka do moich drzwi każdej nocy… przed trzecią w nocy. Tyle że jej nie słyszysz.

W kuchni panowała ciężka, dusząca cisza. Czułam się, jakby podłoga zadrżała mi pod stopami.

— Mamo, nie ma żadnej dziewczyny… — Rareș próbował, ale jego głos brzmiał bardziej jak szept.

— Tak, Rareș. Jest. Nigdy nie otwieraj drzwi, dopóki nie wyjdzie. Jeśli je otworzysz… wejdź.

Dostałam gęsiej skórki. Marioara nie mówiła jak osoba zdezorientowana. Mówiła spokojnie, wyraźnie, z przerażającą pewnością siebie.

Następnej nocy w ogóle nie spałam. Leżałam w łóżku z zapalonym światłem na korytarzu. Kiedy zegar wskazywał 2:59, Rareș chwycił mnie za rękę. Była lodowata.

Punkt o 3 znowu ją usłyszałam.

Puk. Puk. Puk.

Ale uderzenia nie dochodziły z drzwi.

Dochodziły z wnętrza pokoju.

Poczułam, jak krew odpływa mi z policzków. Rareș nagle wstał, szukając źródła dźwięku. Uderzenia powtarzały się.

Puk. Puk. Puk.

Tym razem z szafy.

To nie była Marioara.

Przywarłam do Rareșa, a on drżąc, zrobił krok w stronę szafy. Z ręką wyciągniętą do klamki modliłam się, żeby jej nie otworzył, ale było za późno.

Otworzył drzwi.

Szafa była pusta.

Pusta… ale zimna jak piwnica. Wydobyło się stamtąd dziwne powietrze, niczym oddech.

Wtedy, na korytarzu, Marioara zaczęła płakać. Nie krzyczała. Płakała cicho, z długimi szlochami. Pobiegłam do niej, a ona spojrzała na mnie.

— Mówiłam ci, żebyś nie otwierała… — wyszeptała.

Rareș gwałtownie zamknął drzwi szafy. Potem, bez żadnego wyjaśnienia, podniósł słuchawkę i zadzwonił do księdza ze swojej rodzinnej wioski, niedaleko Dej. Ksiądz przyjechał następnego dnia, poświęcił dom, rozmawiał z Marioarą, z nami, został na kilka godzin.

Nie wiem, co powiedział Rareșowi na koniec, ale po jego wyjściu mój mąż usiadł obok mnie, wziął mnie za rękę i powiedział:

— Przeprowadzamy się. Dzisiaj.

I przeprowadziliśmy się. Szybko, nie oglądając się za siebie. Marioara mieszka teraz z siostrą, w miejscu, gdzie jest nadzorowana, otoczona opieką i ma ciszę.

A my?

Nigdy nie słyszałam pukania o trzeciej nad ranem.

Ale czasami, gdy w domu panuje cisza… Nadal czuję zimny dreszcz.

I wtedy wiem.

Niektórych drzwi nigdy nie powinno się otwierać.

Ta praca jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i postaciami, ale została sfabrykowana dla celów twórczych. Imiona, postacie i szczegóły zostały zmienione w celu ochrony prywatności i wzbogacenia narracji.nea. Jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistych osób, żyjących lub zmarłych, lub do rzeczywistych wydarzeń jest czysto przypadkowe i nie było zamierzone przez autora.

Autor i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za dokładność wydarzeń ani przedstawienie postaci i nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek błędne interpretacje. Niniejsza historia jest udostępniana „tak jak jest”, a wszelkie wyrażone w niej opinie są opiniami postaci i nie odzwierciedlają poglądów autora ani wydawcy.

Leave a Comment