W tle dramatycznych negocjacji wokół budżetu ochrony zdrowia rząd przygotowuje zmiany, które mogą mocno uderzyć w środowisko medyczne. Chodzi o kontrowersyjne korekty w systemie podwyżek minimalnych wynagrodzeń, które od lat generują wielomiliardowe dziury w planach finansowych NFZ.
Ministerstwo Zdrowia zaproponowało m.in. przesunięcie terminu waloryzacji wynagrodzeń medyków z lipca na styczeń, co de facto oznacza półroczne opóźnienie podwyżek i aż 6 miliardów złotych oszczędności w 2026 roku. Dodatkowo rozważana jest zmiana mechanizmu wyliczania podwyżek – zamiast opierać się na średniej krajowej, pensje miałyby rosnąć jak w budżetówce – o skromne 3%.
To jednak nie wszystko. Resort chce wprowadzić limity dla lekarzy-kontraktowców, którzy dziś nierzadko zarabiają kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie dzięki elastycznym umowom cywilnoprawnym. Nowe przepisy mają ustalić maksymalny poziom wynagrodzenia za świadczenia finansowane ze środków publicznych – co budzi ogromne emocje w środowisku.
Z dokumentów ujawnionych przez członka komisji trójstronnej wynika też, że rząd szuka oszczędności wszędzie: planowana jest likwidacja współczynników dla niektórych świadczeń (np. kardiologia), zmiany w taryfikacji zabiegów, ograniczenia w refundacji leków dla seniorów i dzieci, a nawet zakończenie programu „Dobry posiłek w szpitalu”.
W tle trwa spór między NFZ a Ministerstwem Finansów – resort zarzuca Funduszowi brak rzetelnych szacunków i ignorowanie skutków ustawy podwyżkowej. Sam NFZ odpiera, że nie ma danych, by realnie prognozować koszty.
Sytuacja staje się coraz bardziej napięta – a to dopiero początek zmian, które mogą wywrócić do góry nogami cały system płac w ochronie zdrowia.