Kulisy politycznego zwrotu: jak branża futrzarska przekonała prezydenta do podpisu zakazu… który im się opłaca?

Jeszcze niedawno mówiło się, że prezydent Karol Nawrocki planuje zawetować tzw. „ustawę futerkową”. W kampanii wyborczej deklarował, że nie poprze żadnych przepisów uderzających w rolnictwo. Tymczasem… ustawę podpisał. Co się wydarzyło za kulisami?

Jak ustalił Newsweek, decydujące były rozmowy w bardzo wąskim gronie – bez obecności kluczowych graczy, takich jak magnat futrzarski Szczepan Wójcik. Zaskakująco, to sama branża futrzarska przekonała Pałac Prezydencki do podpisu. Powód? Prosty: wiedzą, że hodowla norek i tak jest na wylocie, a ośmioletnie vacatio legis daje im czas na… zmianę profilu i zyski z hodowli drobiu.

Z informacji z otoczenia prezydenta wynika, że ustawa została tak skonstruowana, by umożliwić hodowcom miękkie lądowanie – z odszkodowaniami, odprawami i czasem na przebranżowienie. To nie tylko łagodzi społeczne napięcia, ale też… może chronić przed ostrzejszymi przepisami unijnymi, które i tak stopniowo zakazują hodowli norek w Europie.

Jednocześnie z prezydenckiego pałacu popłynął jasny sygnał: zgoda na podpis tylko wtedy, jeśli branża nie będzie protestować. I tak się stało. Nawet najbardziej medialny przedstawiciel hodowców – Wójcik – ograniczył się do wypowiedzi w niszowych mediach. Żadnych marszów, transparentów czy blokad.

Prezydent, podpisując ustawę, zaznaczył, że decyzję podjął w zgodzie z wolą większości społeczeństwa — ponad 2/3 Polaków popiera zakaz hodowli zwierząt na futra. Ale jednocześnie podkreślił, że wysłuchał hodowców i ich oczekiwania zostały uwzględnione. Tym samym pogodził sprzeczne interesy: zadowolił opinię publiczną i… nie naraził się branży.

Dla kontrastu – ustawę o zakazie trzymania psów na łańcuchach… zawetował. Jak sam stwierdził, “wybory trudne, ale konieczne”.

Leave a Comment