Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, przebywa obecnie w Brukseli – wcześniej ukrywał się na Węgrzech. Choć sam twierdzi, że to „nie ucieczka”, a decyzja o „niewracaniu do bezprawia”, nawet jego partyjni koledzy nie potrafią już bronić tej narracji. Politycy PiS otwarcie przyznają: sprawa Ziobry ich topi.
Ryszard Terlecki i Paweł Jabłoński przyznają, że to temat destrukcyjny. Inni próbują trzymać się partyjnej linii – mówią o „igrzyskach Tuska” i „zemście politycznej”, ale z każdym kolejnym dniem coraz mniej osób chce w ogóle o Ziobrze rozmawiać. – Broń Boże nie spotykać się z Ziobrą! – rzucił jeden z posłów PiS, pytany o wizytę prezydenta Nawrockiego na Węgrzech.
Na jaw wychodzą kolejne kompromitujące szczegóły: maile, niejasne wydatki z Funduszu Sprawiedliwości, wykorzystywanie publicznych pieniędzy w kampaniach wyborczych. Sam Jarosław Kaczyński przyznał, że już w 2019 r. ostrzegał Ziobrę przed nadużyciami. Teraz jednak próbuje minimalizować problem, twierdząc, że Trybunał Stanu to „instytucja martwa”.
Wśród polityków PiS panuje chaos. Jedni chwalą Ziobrę za „odwagę”, inni mają go dosyć. Niektórzy widzą w nim kozła ofiarnego, inni winnego numer jeden. Tymczasem sam zainteresowany nie deklaruje powrotu do kraju i nie ukrywa, że liczył na spotkanie z prezydentem – do którego jednak nie doszło.
Wniosek o jego tymczasowe aresztowanie już trafił do sądu, a posiedzenie zaplanowano tuż przed świętami. W Sejmie ruszyła też procedura postawienia go przed Trybunałem Stanu.