Już na samym początku swojej rozprawy Grzegorz Braun zaskoczył wszystkich – zanim sprawa zdążyła ruszyć pełną parą, polityk wniósł formalny wniosek o wyłączenie zarówno sędziego prowadzącego, jak i prokuratora. Na sali sądowej zapanowało poruszenie, a sąd musiał ogłosić przerwę.
Braun, zwracając się do sądu słowami „Szczęść Boże, wysoki sądzie”, zakwestionował bezstronność sędziego Marcina Brzostko, nazywając go „neo-sędzią” powołanym po 2017 roku.
Podkreślił, że nie chce uczestniczyć w postępowaniu, którego legalność może być później podważana na gruncie orzecznictwa unijnego.
Prokuratura nie kryła irytacji – prok. Artur Wańdoch nazwał działania Brauna „absurdalnymi” i próbą sztucznego wydłużenia procesu. Z kolei jeden z pełnomocników ofiar, mec. Krzysztof Stępiński, stwierdził, że poseł „ratuje się, bo zapachniało wyrokiem”.
Braun odpowiada m.in. za spektakularne zgaszenie chanukowych świec w Sejmie przy użyciu gaśnicy. Lista zarzutów jest jednak dłuższa – obejmuje m.in.
niszczenie mienia, znieważenie urzędników i wtargnięcie do instytucji. Obrona zamierza powołać ponad 60 świadków, a sam polityk twierdzi, że działał w ramach interwencji poselskiej.
Proces może potrwać miesiącami, a za zarzucane czyny Braunowi grozi nawet 5 lat więzienia.