Ekologiczne ambicje? Tylko na papierze. Kancelaria Prezydenta planuje wynajem ośmiu limuzyn na łączną kwotę blisko 2 milionów złotych – i to nie lekkich hybryd, lecz potężnych aut klasy premium z minimum 285 koniami mocy i czarną, skórzaną tapicerką.
Choć początkowo przetarg miał faworyzować niskoemisyjne hybrydy typu plug-in, z czasem z dokumentacji zniknęły wszelkie ograniczenia dotyczące emisji CO₂. Efekt? Do przetargu zgłosiła się tylko jedna firma – i to z ofertą znacząco niższą niż pierwotnie zakładane prawie 4 miliony złotych.
Pojazdy trafią głównie do prezydenckich ministrów, nie będą opancerzone, ale za to muszą spełniać wyśrubowane standardy wygody i mocy. Wymagana minimalna pojemność silnika to 1,9 litra, napęd na cztery koła, automatyczna skrzynia biegów, pełne wyposażenie bezpieczeństwa i eleganckie, czarne wnętrze ze skóry.
Tymczasem sam prezydent porusza się zupełnie inną ligą – pancernym BMW serii 7 i Mercedesem Maybach S600 Guard, które kosztują od 2,5 do 4 milionów zł za sztukę i są uzbrojone w technologie znane raczej z pola walki niż z salonów motoryzacyjnych.
Przetarg wygrała firma Express z Krakowa. Marka aut? Na razie tajemnica.