Narodowy Bank Polski trzęsie się w posadach. Trzech członków zarządu – Piotr Pogonowski, Artur Soboń i Rafał Sura – zainicjowało bunt przeciwko prezesowi Adamowi Glapińskiemu. Złożyli projekt uchwały, który miałby ograniczyć jego kompetencje, wzmocnić kolegialność zarządu i wprowadzić sporo zmian organizacyjnych. Wśród nich m.in. cięcia w departamentach kontrolowanych przez zaufanych ludzi Glapińskiego, większa transparentność protokołów z posiedzeń oraz… ustalanie nagród dla samego prezesa przez zarząd.
Glapiński nie pozostał bierny – nie dopuścił do dyskusji, przerwał obrady i wyznaczył nowy termin dopiero na styczeń. Ale atmosfera w banku jest już wyraźnie napięta. Prezes oskarżył zbuntowanych członków zarządu o działanie na szkodę instytucji i poskarżył się Radzie Polityki Pieniężnej. Ta przyjęła uchwałę wzywającą do „opanowania emocji” – choć nie wszyscy członkowie RPP chcieli mieć z tym cokolwiek wspólnego.
W tle pojawiły się także alarmistyczne komentarze prawicowych mediów, które sugerują, że działania zarządu to rzekoma próba przejęcia banku przez „ludzi Tuska” i wprowadzenia euro. Problem w tym, że większość „buntowników” została powołana właśnie przez… Glapińskiego. Zaczynają też padać porównania do Trybunału Konstytucyjnego – z tą różnicą, że NBP pełni kluczową rolę w stabilności gospodarki.
Konflikt narasta od tygodni i zaczyna przypominać grę o wszystko. Czy Glapiński straci kontrolę nad bankiem centralnym?