Tysiące Węgrów wyszły w sobotę na ulice Budapesztu, domagając się sprawiedliwości i natychmiastowych wyborów. Protest wywołał szokujący skandal – ujawniono brutalne nagrania pokazujące przemoc wobec dzieci w państwowym ośrodku opieki. Co gorsza, według aktywistów i opozycji, rząd miał znać prawdę od miesięcy, a może i lat, ale nie zrobił nic, by ochronić nieletnich.
Manifestację zorganizowała opozycyjna partia TISZA, na czele której stanął Peter Magyar – główny rywal Viktora Orbana. Uczestnicy nieśli pluszowe zabawki i pochodnie jako symbol wsparcia dla ofiar. Marsz zakończył się pod Pałacem Aleksandra, gdzie lider TISZY wygłosił emocjonalne przemówienie, oskarżając państwo o wieloletnie zaniedbania.
„To dopiero początek. Zbrodnie wobec dzieci muszą zostać rozliczone” – mówił Magyar. Maskotki złożone pod sceną mają trafić do placówek pomocowych, a dziecięce rysunki wyświetlane na murach były przesyłane przez sympatyków TISZY.
Oburzenie społeczne spotęgowało milczenie władz po ujawnieniu dowodów – dopiero po medialnym szumie sprawcy zaczęli ponosić konsekwencje. Dyrektor ośrodka, który znęcał się nad podopiecznymi, został zatrzymany, ale dopiero po tym, jak nagrania obiegły internet.
Choć premier Orban publicznie potępił przemoc, dla wielu Węgrów to za mało i za późno. Protestujący żądają przyspieszonych wyborów, zarzucając rządowi tuszowanie sprawy i rozdawanie pieniędzy tylko po to, by utrzymać władzę przed nadchodzącymi wyborami.