Dwa szczyty zdrowotne i trzy zestawy partyjnych propozycji w zaledwie kilkanaście dni – tak wygląda polityczna odpowiedź na pogłębiający się kryzys finansów i organizacji ochrony zdrowia w Polsce. Choć każda z partii przedstawia własną „receptę” na ratowanie systemu, eksperci nie mają wątpliwości – wciąż brakuje jednej rzeczy: spójnej wizji, opartej na faktach, a nie partyjnych hasłach.
Według danych, luka budżetowa Narodowego Funduszu Zdrowia w 2026 roku może wynieść aż 23 miliardy złotych, a do 2040 roku – nawet 171 miliardów. Mimo alarmujących prognoz i organizacji szczytów – rządowego i prezydenckiego – nadal nie zbliżamy się do konkretnych, systemowych rozwiązań. Propozycje przedstawione przez Lewicę, PSL i PiS to – jak mówią eksperci – raczej polityczne „wrzutki” niż gotowe strategie.
Lewica proponuje:
- zastąpienie składki zdrowotnej 12-procentowym podatkiem liczonym od podstawy PIT/CIT,
- opodatkowanie niezdrowej żywności i alkoholu,
- przekazywanie większości tych wpływów bezpośrednio do NFZ.
PSL chce:
- przenieść zarządzanie szpitalami na poziom regionalny,
- składkę chorobową przekazać do NFZ,
- wprowadzić ulgi podatkowe dla korzystających z prywatnej opieki.
PiS stawia na:
- wzmocnienie podstawowej opieki zdrowotnej,
- rozdzielenie pracy w sektorze prywatnym i publicznym,
- nadanie ministrowi zdrowia rangi wicepremiera.
Eksperci, tacy jak Anna Gołębicka z Centrum im. Adama Smitha i dr Robert Mołdach z Instytutu Zdrowia i Demokracji, podkreślają brak całościowej diagnozy problemów. – Mamy trzy różne rozwiązania, ale żadne nie dotyka sedna – mówi Gołębicka. – Nie da się uzdrowić systemu bez rzetelnej analizy potrzeb i bez ponadpartyjnego porozumienia – dodaje.
Póki co, jak zauważają eksperci, politycy przepisują „leki” bez badania pacjenta. Tylko czy system ochrony zdrowia ma jeszcze czas na kolejne eksperymenty?