Zapukała krótko, nerwowo, jakbym była jej coś winna. Otworzyłam. Stała prosto, schludnie, w beżowym płaszczu, który kupiłam jej w zeszłym roku.
— Zwariowałaś? — zapytała bez powitania. Co to znaczy? Rozbawiłaś nas!
Nie odpowiedziałam jej od razu. Wpuściłam ją, żeby zobaczyła, że nie ma tam nic spektakularnego. Stół, laptop, kubek wody.
— Dwadzieścia dwa miliony lei, mamo — powiedziałam spokojnie. — To wszystko, co ci dałam przez 12 lat.
Zaśmiała się krótko.
— I? To twój dług. Jesteśmy twoimi rodzicami.
— A ja jestem żebrakiem.
Jej twarz się zmieniła. Na chwilę. Potem znów stwardniała.
— Przesadzasz. To był żart.
— Nie, to była prawda.
Wyszedł, trzaskając drzwiami.
Wieczorem zadzwonił mój ojciec. Jego głos był zmęczony, lekko drżący.
— Mario… porozmawiajmy jak ludzie. Twoja matka się zdenerwowała, nie powinna była tego mówić.
— Czy powstrzymałbyś ją, gdybym tam był?
Cisza.
— Już nie wysyłam pieniędzy, ojcze. Absolutnie nie.
— Co masz na myśli, mówiąc absolutnie nie? A co z ratami? A co z domem?
— Dom jest twój. Moje życie należy do mnie.
Następnego dnia przyszedł Radu. Zdenerwowany, czerwony na twarzy.
— Wiesz, co zrobiłeś? Wpakowałeś mnie w kłopoty! Bank do mnie dzwonił!
— Sam spłacisz kredyt, jak dorosły.
— Ale dobrze zarabiasz!
— Już nie zarabiam dla ciebie.
Wyszedł, przeklinając.
Nastąpiły dziwne dni. Cisza. Pustka. Jak po burzy. Obudziłam się rano i po raz pierwszy nie musiałam sprawdzać, komu wysyłam pieniądze.
Kupiłam bilety. Krótki urlop. W górach. Sama. Usiadłam na ławce z gorącą herbatą w dłoni i poczułam coś nowego.
Ulgę.
Po miesiącu dostałam wiadomość od Aliny.
„Przepraszam. Nie wiedziałam, że tak bardzo cierpisz”.
Odpisałam po prostu:
„Teraz już wiesz”.
Nigdy więcej nie rozmawiałyśmy.
Kilka miesięcy później podpisałam umowę najmu mieszkania. Małego. Jasnego. Mojego. Za pieniądze, których tym razem nikomu nie wysłałam.
Nie zaprosiłam nikogo z rodziny na inaugurację. Usiadłam na podłodze z pizzą i kieliszkiem wina.
I pomyślałam o czymś prostym.
Nie jesteś żebrakiem, kiedy prosisz o szacunek.
Jesteś wolna, kiedy nie płacisz już za to, żeby być kochaną.