Elena uśmiechnęła się po raz pierwszy tego wieczoru. Nie był to ciepły uśmiech. Był to ostry, pewny siebie uśmiech, który sprawił, że otaczający ją ludzie nagle poczuli się nieswojo.
„Nie, Radu” – powiedziała cicho. „Zwalniam cię”.
Śmiech wybuchł ponownie. Clara o mało nie zakrztusiła się winem.
„Zwariowałeś?” – zapytała między szlochami. Ty? On?
Elena nacisnęła przycisk w telefonie. W ciszy, która zapadła, rozległ się wyraźny ton znajomego głosu.
„Dobry wieczór, pani prezydent” – powiedział mężczyzna po drugiej stronie. „Czy prosiła pani o raport końcowy?”
Twarz Radu zbladła. Maria upuściła kieliszek. Andriej powoli wstał z krzesła.
„Tak” – odpowiedziała spokojnie Elena. „Chcę, żeby go natychmiast przysłano. I proszę, przygotuj dokumenty o wypowiedzeniu umowy Radu Popescu. Ze skutkiem natychmiastowym”.
— Postanowione, proszę pani.
Słuchawka się rozłączyła. Nikt już się nie śmiał.
— Ty… kim ty jesteś? — wyjąkała Clara.
Elena wstała, trzymając Anę za rękę.
— Jestem Elena Ionescu, założycielką i prezeską Grupy Nova. Firmy, której sprzedałaś swoją godność za pensję i odznakę.
Radu osunął się na krzesło.
— Ale… przez pięć lat… ty…
— Tak, potwierdziła Elena. Przez pięć lat wybrałam milczenie. Przez pięć lat wybrałam bycie „leniwą żoną”. Dla Andrieja. Dla pokoju. Dla rodziny.
Spojrzała na męża. Andriej miał łzy w oczach.
— Ale dziś wieczorem, kontynuowała, dotknąłeś mojego dziecka. A to jest niewybaczalne.
Maria zaczęła płakać.
— Elena… Nie wiedziałam…
— Wiedziałaś wystarczająco dużo, powiedziała chłodno. Umiałaś gardzić.
Elena wzięła płaszcz Any, starannie go owinęła i ruszyła do drzwi.
— Ten dom już nic dla mnie nie znaczy. Ale jutro rano bank będzie dla ciebie bardzo ważny. Pożyczka, dom, samochody — wszystko jest na nazwisko mojej firmy.
Zatrzymała się w drzwiach.
— Wesołych Świąt. Obyś dostał dokładnie to, co zaoferowałeś.
Drzwi cicho się za nią zamknęły. W domu panowała tylko cisza — i ruina rodziny, która właśnie dowiedziała się, jak drogo płaci się za pogardę.