Clara poczuła, jak jej świat rozpada się na dwoje.
— Jaka cisza? — wyszeptała ledwo słyszalnie.
Matei nie spieszył się z odpowiedzią. Usiadł na krześle, jak człowiek, który dźwiga ciężar zbyt długo i nie jest już w stanie go udźwignąć.
Ogień trzaskał w piecu. Na zewnątrz wiatr uderzał w ściany chaty.
W środku cisza stała się ciężka.
— Twoja matka nie umarła, jak ci powiedziano — powiedział w końcu.
Clara poczuła ucisk w żołądku.
— Zmarła… na chorobę.
Matei powoli skinął głową.
— Tak powiedział ci twój ojciec.
Zimny dreszcz przebiegł jej po plecach.
— Więc jak…?
Matei powoli otworzył futerał na skrzypce. Drewno było stare, ale dobrze utrzymane. Przesunął po niej palcami z niemal bolesnym szacunkiem.
— Twoja matka coś wiedziała. Coś, co mogło wsadzić twojego ojca do więzienia.
Clara cofnęła się o krok.
— Nie… to nieprawda.
— Pracował w kopalni latami, prawda? — kontynuował. Ale to nie wszystko. To on prowadził też księgowość.
Klara stała nieruchomo.
— Znał każdego lej. Każdy dług. Każde oszustwo.
Matei spojrzał na nią.
— A twój ojciec nie był zwykłym dłużnikiem. Był człowiekiem, który kradł.
Słowa brzmiały ciężko.
— Nie… — wyszeptała Klara.
— Kradł z pensji. Z towarów, które przywoził. Z pieniędzy, które wysyłał dla swoich rodzin. A kiedy twoja matka chciała powiedzieć prawdę…
Przerwała.
Klara przestała oddychać.
— Zmarł tej samej nocy — powiedziała powoli Matei.
Jej łzy popłynęły strumieniem, nie mogąc ich powstrzymać.
— Nie… nie…
— Nie wiem, czy chciał ją zabić, czy po prostu powstrzymać. Ale prawda jest taka, że umarła przez niego.
Clara oparła się o stół.
Wszystko, co znała, rozpadało się w pył.
— A list? — zapytała przez łzy.
Matei podniósł papier.
— Próbował go dla ciebie zniszczyć. Złapałam go, zanim wyrzucił.
— Dlaczego?
— Bo nie jesteś taka jak on.
Po raz pierwszy jego głos stał się ciepły.
— I bo nie zasługiwałaś na to, by płacić za jego grzechy.
Clara spojrzała na niego. Po raz pierwszy nie widziała obcej osoby.
— A… to małżeństwo?
Matei westchnął.
— To było jedyne wyjście. Gdybym odmówiła, znalazłby inne rozwiązanie. Sprzedałby cię komuś innemu. Albo gorzej.
Wstał.
— Więc cię tu przyprowadziłem. Z dala od niego.
Clara milczała.
— Pieniądze są twoje — kontynuował. Na podróż. Na Bukareszt.
Pchnął torbę w jej stronę.
— A jutro… zawiozę cię na dworzec.
Klara wybuchnęła płaczem.
Nie ze strachu.
Nie z bólu.
Ale z ulgi.
Po całej tej ciemności w końcu dostrzegła wyjście.
Następnego ranka droga do miasta była cicha.
Kiedy dotarli na dworzec, pociąg już tam był.
Klara odwróciła się do niego.
— Dlaczego mi pomogłeś?
Matei uśmiechnął się słabo.
— Bo ktoś musiał.
Wsiadła do pociągu z bijącym sercem.
Kiedy drzwi się zamknęły, zobaczyła go ponownie na peronie.
Samotnego.
Ale spokojnego.
Klara przycisnęła list do piersi.
Jej życie dopiero się zaczynało.
I po raz pierwszy naprawdę należało do niej.