Łyżka zatrzymała się kilka centymetrów od jej ust.
Claudia podniosła wzrok i wpatrzyła się w Andrieja.
Jego uśmiech… nie był już uśmiechem mężczyzny, którego kochała.
Był zimny. Dziwny.
Powoli opuściła łyżkę.
„Nie jestem głodna” – powiedziała spokojnie, ale stanowczo.
Na chwilę twarz Andrieja pociemniała. Zrobił krok w jej stronę.
„Musisz jeść” – powiedział stanowczo.
Claudia instynktownie położyła dłoń na brzuchu.
„Nie. Dopiero gdy powiesz mi prawdę”.
W pokoju zapadła ciężka cisza.
Z korytarza dobiegały kroki.
W drzwiach pojawiła się Elena.
„Jest mądrzejsza, niż myślałam” – powiedziała cicho.
Claudia poczuła zimny dreszcz.
„O co chodzi?” – zapytała drżącym głosem.
Andriej westchnął i przez chwilę wyglądał na… zmęczonego.
„Moje ciało odmawia posłuszeństwa” – powiedział. „Choroba postępuje zbyt szybko”.
Klaudia zamrugała, zdezorientowana.
„Jaka choroba?”
Elena zrobiła krok naprzód.
„To nie jest zwykła choroba” – powiedziała. „To coś… odziedziczonego. Coś, co niszczy ciało od środka”.
Klaudia ponownie spojrzała na Andrieja. Obrzęk… to spojrzenie… wszystko zaczynało nabierać sensu.
„A… ja?” – zapytała ledwo szepcząc.
Elena uśmiechnęła się krzywo.
„Twoje dziecko jest kompatybilne”.
Klaudia poczuła, jak odcinają jej nogi.
„Nie… nie… nie może…”
„Tak” – powiedział Andriej. „Dziecko może stać się… żywicielem. Jedyną szansą”.
„To nie twoje dziecko do uratowania” – wybuchnęła Klaudia. „To moje dziecko!”
Andriej zacisnął pięści.
„On też jest mój!”
„Nie tak!” krzyknęła.
W tym momencie Claudia zrobiła coś, czego sama nie sądziła, że może zrobić.
Pchnęła mocno tacę. Talerz uderzył o podłogę, rozlewając gulasz.
Andriej cofnął się zaskoczony.
Claudia wyskoczyła z łóżka i pobiegła do drzwi.
Ale Elena zablokowała jej drogę.
„Nigdzie nie pójdziesz” – powiedziała chłodno.
Przez ułamek sekundy Claudia zawahała się.
Potem… zrobiła jedyną rzecz, jaka przyszła jej do głowy.
Krzyknęła.
Długi, rozpaczliwy krzyk.
Sąsiedzi.
Komnata.
Ktoś musiał usłyszeć.
Andriej próbował ją złapać, ale ona szarpnęła się i chwyciła pierwszy przedmiot na stole – lampę – i rzuciła nią w niego.
Rozbiła się z hukiem.
„Ratunku! Ratunku!” krzyczała.
Na schodach słychać już było kroki.
Drzwi się otwierały.
Głos sąsiada: „Co tam się dzieje?!”
Andriej zamarł.
Elena spojrzała na drzwi wściekła.
Ich plan… rozpadał się w proch.
W ciągu kilku sekund ktoś zaczął walić w drzwi.
„Otwierajcie! Dzwonimy na policję!”
Klaudia pobiegła i otworzyła je.
Sąsiedzi weszli, zszokowani chaosem.
Andriej próbował coś powiedzieć, ale było za późno.
Kilka minut później policja była już na miejscu.
Strzykawka, gulasz, ich zachowanie – wszystko było aż nazbyt oczywiste.
Podczas gdy Andrieja i Elenę wyprowadzano, Klaudia stała w drzwiach, drżąc.
Z ręką na brzuchu.
Płacząc.
Ale żywa.
Kilka miesięcy później, na prostym oddziale położniczym w prowincjonalnym miasteczku, Claudia trzymała w ramionach swoje dziecko.
Zdrowe.
Spokojne.
„Zawsze będę cię chronić” – wyszeptała.
I po raz pierwszy od dawna… poczuła się bezpiecznie.