Alexandru zniżył się w jej kierunku, jakby ledwo trzymał się na nogach.
Wszyscy patrzyli teraz na kobietę, którą chcieli wyrzucić jak śmieci.
Staruszka przyjrzała mu się uważniej.
— Czy my się znamy, młodzieńcze?
Oczy Alexandru napełniły się łzami.
— Nie… to nie możesz być ty…
Elena zaśmiała się niezręcznie.
— Alexandru, co się stało? To tylko kobieta, która zbiera śmieci.
Odwrócił się do niej z tak twardym spojrzeniem, że natychmiast zamilkła.
Potem znowu spojrzał na staruszkę.
— Powiedz coś jeszcze… cokolwiek.
Kobieta zamrugała, zdziwiona.
— Poprosiłam tylko o szklankę wody.
To wystarczyło.
Alexandru cofnął się o krok, jakby te słowa otworzyły starą ranę.
— Ten głos… O rany…
Staruszka chwyciła za rączkę wózka.
— Przepraszam pana. Jeśli cię niepokoiłam, to odchodzę.
Odwróciła się lekko, ale on rozpaczliwie uniósł rękę.
— Nie.
Zapadła ciężka cisza.
Potem spojrzał na krzyż w jej dłoni.
— Czy byłaś… podczas powodzi na rzece Olt? — zapytała drżącym głosem. — Dwadzieścia siedem lat temu?
Staruszka zamarła.
Jej palce zacisnęły się na wozie.
I właśnie wtedy, gdy Elena chciała powiedzieć, że wszystko jest absurdalne, kobieta wyszeptała…
— Tak… byłam.
Jej głos wydobywał się powoli, niczym wspomnienie wydobyte z głębi duszy.
Na podwórku panowała całkowita cisza. Nawet wiatr nie poruszał liśćmi.
Alexandru zakrył usta dłonią, jakby próbował powstrzymać drżenie.
— Potem… wyciągnęłaś mnie z wody…
Staruszka patrzyła na niego przez dłuższą chwilę.
Jej zmęczone oczy lekko się zwęziły, przeszukując przeszłość.
— To był chłopiec… porwany… — mruknęła — Pociągnęłam go za rękę… ale myślałam, że nie ucieknie…
Alexandru upadł na kolana.
Na oczach wszystkich.
Elena cofnęła się o krok, z bladą twarzą.
— Byłem… — powiedział przez łzy — Byłem tym chłopcem.
Po podwórku rozległ się szmer.
Woźnica wypuścił gąbkę z ręki. Maria została z otwartymi ustami.
Staruszka zamrugała kilka razy.
— Nie… to niemożliwe…
— Tak… — powiedział — Wyciągnęłaś mnie z wody… utrzymałaś mnie nad falami… a potem zniknęłaś…
Pochłonęła mnie susza.
— Szukałam cię od lat.
Staruszka powoli puściła wóz.
— Ja… Nie chciałam niczego… tylko żebyś żył…
Jej oczy napełniły się łzami.
— Straciłem wtedy wszystko… dom, mężczyznę… wszystko…
Alexandru wstał i podszedł do niej.
— A ja zyskałem wszystko… bo nie pozwoliłaś mi umrzeć.
Gestem wskazał dom.
— Wszystko, co tu widzisz… istnieje dzięki tobie.
Staruszka skinęła głową.
— Nie… Po prostu zrobiłem to, co słuszne.
— Nie — powiedział stanowczo. — Zrobiłaś więcej niż wszyscy ludzie, którzy kiedykolwiek tu przeszli.
Zwrócił się do Eleny.
— A nie mogliśmy jej nawet dać szklanki wody.
Elena nic więcej nie powiedziała.
Po raz pierwszy wydała się mała.
Bardzo mała.
Alexandru wziął wózek staruszki i delikatnie pociągnął go w stronę domu.
— Od dzisiaj nigdzie nie chodź.
— Nie, mamo… Przyzwyczaiłam się do bycia w drodze…
— Już nie jesteś — powiedział spokojnie — Bo ten dług… Spłacę go teraz.
Gestem wskazał kucharzy.
— Przynieście wodę. I jedzenie. I przygotujcie pokój gościnny.
Potem zwrócił się do wszystkich na podwórzu.
— I nauczcie się dziś czegoś: człowieka nie ocenia się po ubraniu, ale po tym, co robi, gdy ktoś inny tego potrzebuje.
Staruszka drżącymi rękami przyjęła szklankę wody.
Piła powoli.
Łzy spływały jej po policzkach, ale po raz pierwszy nie ze zmęczenia.
Były ze spokoju.
Tego wieczoru odbyła się kolacja z kupcami.
Ale nikt już nie mówił o pieniądzach.
Bo w tym domu, po raz pierwszy od wielu lat, spłacono prawdziwy dług.