Była prezes Szpitala Południowego Anna Łukasik po raz pierwszy tak szeroko odniosła się do afery wokół placówki. W rozmowie z Onetem opowiedziała o kulisach swojej współpracy z lekarzem Dawidem Kacprzykiem, jego deklaracjach dotyczących politycznych kontaktów oraz własnych próbach zgłaszania nieprawidłowości do stołecznego ratusza.
Anna Łukasik wyjaśniła, że zdecydowała się przerwać milczenie po ponad miesiącu od wybuchu afery. Jak powiedziała w rozmowie z Onetem, zrobiła to dlatego, że “wielu ludzi oskarża mnie o nieprawidłowości”.
Wiem, za co ponoszę odpowiedzialność. I nie pozwolę zrzucać na siebie odpowiedzialności za błędy innych – podkreśliła była prezeska Szpitala Południowego.
To właśnie w tym kontekście zdecydowała się przedstawić własną wersję wydarzeń dotyczących funkcjonowania placówki.
Anna Łukasik o pierwszych miesiącach w Szpitalu PołudniowymAnna Łukasik stanowisko prezeski Szpitala Południowego objęła w kwietniu 2025 r. Gdy rozpoczynała pracę, Dawid Kacprzyk był już związany z placówką od około dwóch lat i pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Jak wyjaśniła, wiedziała, że lekarz otrzymuje wyższe wynagrodzenie od części innych medyków, ponieważ poza dyżurami odpowiadał również za organizację pracy SOR-u.
Według Łukasik ostatnia umowa Kacprzyka przewidywała wynagrodzenie na poziomie 330 zł za godzinę. Zastrzegła jednak, że choć jest to wysoka stawka, nie odbiega od realiów rynku. Jak podkreśliła, w innych placówkach – również poza największymi miastami – lekarze medycyny ratunkowej otrzymują nawet od 450 do 600 zł za godzinę. Była prezes zaznaczyła także, że pozyskanie lekarzy do pracy na SOR-ach od lat pozostaje jednym z największych wyzwań dla dyrektorów szpitali.
Wiedziałam, że miał wyższą stawkę niż inni lekarze, ponieważ pełnił dodatkowo funkcję koordynatora SOR-u. Jego ostatnia umowa przewidywała 330 zł za godzinę. To dużo, ale na rynku są stawki wyższe, także w mniejszych miastach – od 450 do 600 zł za godzinę – stwierdziła w rozmowie z Onetem.
Rozmówczyni Onetu pozytywnie oceniła również organizacyjną stronę pracy Kacprzyka. Jak stwierdziła, przejmując zarządzanie placówką zastała już przygotowany zespół oraz ułożone grafiki dyżurów.
To był pierwszy szpital, w którym nie musiałam szukać w ostatniej chwili lekarzy, by zamknąć braki w dyżurach – powiedziała.
Jednocześnie zaznaczyła, że jej późniejsze doświadczenia związane z funkcjonowaniem placówki oraz relacjami między pracownikami okazały się znacznie bardziej skomplikowane. Rozmowa Anny Łukasik została opublikowana przez Onet, który jako pierwszy przedstawił jej relację.
“Pilnuję szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Takie słowa miał usłyszeć pierwszy dzieńJednym z wątków poruszonych przez Annę Łukasik w rozmowie z Onetem była relacja dotycząca jej pierwszego dnia pracy. Była prezes twierdzi, że właśnie wtedy Dawid Kacprzyk miał powiedzieć jej, iż “pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Jak przyznała, początkowo potraktowała te słowa jako żart. Z czasem jednak – jak mówiła – zaczęła dostrzegać, że lekarz utrzymywał kontakty z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską oraz innymi przedstawicielami stołecznego ratusza. Zwróciła również uwagę na publikowane w internecie zdjęcia, które – jej zdaniem – miały świadczyć o jego aktywności politycznej.
Pierwszego dnia pracy powiedział mi, że “pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Najpierw odebrałam to jako żart. Później zobaczyłam, że utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską i innymi urzędnikami stołecznego ratusza, a w internecie pojawiały się zdjęcia wskazujące na jego aktywność polityczną – mówiła była prezes szpitala.
Łukasik opowiedziała także, że Kacprzyk proponował jej udział w prywatnych kolacjach z Renatą Kaznowską, prezesami oraz dyrektorami innych warszawskich szpitali. Zapewniła jednak, że nigdy z takich zaproszeń nie skorzystała. W rozmowie z Onetem odniosła się również do pojawiających się w mediach informacji o tzw. “saloniku VIP”. W jej ocenie pomieszczenie znajdowało się w części komercyjnej szpitala i nie było wykorzystywane do przyjmowania uprzywilejowanych pacjentów. Argumentowała, że pokój znajdował się na pierwszym piętrze, podczas gdy SOR działa na parterze, a dodatkowo brakowało tam niezbędnego sprzętu medycznego.
Nie podejmowałby takiego ryzyka – oceniła.
Dodała również, że osobiście nie widziała, aby z tego pomieszczenia korzystali politycy.
Rozmowa została opublikowana przez Onet w czasie, gdy wokół Szpitala Południowego trwa dyskusja wywołana wcześniejszymi publikacjami portalu Zero.pl dotyczącymi zarobków Dawida Kacprzyka oraz zarzutów o preferencyjne traktowanie polityków Koalicji Obywatelskiej. Łukasik przedstawiła własną relację dotyczącą współpracy z lekarzem, podkreślając, że opisuje wyłącznie wydarzenia, których sama była świadkiem lub uczestnikiem.
Zobacz także:Mateusz Morawiecki zapowiedział to po odejściu z PiS, chodzi o nową partię. Padł konkretny termin
Konflikty w szpitalu i zgłaszanie nieprawidłowości do ratuszaAnna Łukasik w rozmowie z Onetem szeroko opowiedziała również o konflikcie pomiędzy Dawidem Kacprzykiem a byłym ordynatorem chirurgii Emilem Jędrzejewskim. Według jej relacji spór istniał jeszcze zanim objęła stanowisko prezesa. Jak wyjaśniła, Kacprzyk oczekiwał szybszych konsultacji chirurgicznych dla pacjentów trafiających na SOR, natomiast chirurdzy mieli zarzucać mu zbyt obcesowy sposób komunikacji. Z kolei sam Kacprzyk miał twierdzić, że chirurdzy kierują do szpitala pacjentów ze swoich prywatnych gabinetów.
Była prezes opisała również własny konflikt z Emilem Jędrzejewskim. Jak relacjonowała, gdy nie zaakceptował planowanych zmian organizacyjnych dotyczących oddziałów, pojawił się w szpitalu razem z wiceminister zdrowia Katarzyną Kacperek.
Pani minister powiedziała, że zna doktora od dzieciństwa, posiedziała kilka minut i wyszła. Odebrałam to jako pokaz siły oraz próbę wzmocnienia jego pozycji w szpitalu – powiedziała Onetowi.
Ostatecznie zdecydowała o rozwiązaniu z nim umowy, wskazując m.in. na opóźnienia w rozliczeniach z NFZ, niewłaściwe przechowywanie dokumentacji oraz sprawę kradzieży z depozytu pacjenta na oddziale Jędrzejewskiego.
Łukasik przekazała także, że zgłaszała przedstawicielom warszawskiego ratusza zastrzeżenia dotyczące funkcjonowania placówki oraz zapisów w kontraktach lekarzy, obejmujących – jak twierdzi – bardzo wysokie premie. Jak relacjonowała, zarówno wiceprezydent Renata Kaznowska, jak i burmistrz Ursynowa Robert Kempa mieli poprosić o przekazanie przygotowanych materiałów wyłącznie w papierowej formie, w zamkniętych kopertach. Była prezes przyznała, że spodziewała się szybkiej reakcji na przedstawione ustalenia, jednak – jak oceniła – tak się nie stało.
Z czasem coraz mocniej utwierdzałam się w przekonaniu, że istnieje ogromna niechęć do ujawniania nieprawidłowości dotyczących szpitala – powiedziała w rozmowie z Onetem.
Była prezes Szpitala Południowego o Kacprzyku. To usłyszała pierwszego dnia