Część 2 – Ciąg dalszy opowieści 👉Pierwszy wiersz był napisany wyraźnie, zimnymi i bezosobowymi literami:
„Akt darowizny dotyczący przeniesienia udziału w wysokości 20% prawa własności…”
Eliza powoli podniosła wzrok.
— To przygotowaliście?
Clara złożyła ręce na stole.
— Nie ma w tym nic wstydliwego. Tudor tu mieszkał, wnosił wkład, był częścią tego domu. Naturalne jest, że powinien mieć jakieś zabezpieczenie.
— Darowizna to nie zabezpieczenie, Claro. To prezent. A ja wam nigdy niczego nie podarowałam.
Tudor zrobił krok naprzód.
— Nie żebym żebrał. Żądam szacunku.
— Szacunku się nie podpisuje na dokumentach, Tudorze.
— Gdybyś mnie kochała, nie zastanawiałabyś się tyle.
Eliza zamknęła teczkę i odepchnęła ją z powrotem w stronę Clary.
— Gdybyś mnie kochał, nie przyszedłbyś z mamą, żeby żądać części mieszkania, za które pracowałam, zanim cię poznałam.
Clara podniosła brodę.
— Widzisz? Dla niej liczą się tylko pieniądze i władza.
— Nie. Dla mnie liczy się to, że dwoje ludzi weszło do mojego domu z przygotowanym dokumentem i zdecydowało, co mam zrobić ze swoim życiem.
Tudor zacisnął pięści.
— Nie przedstawiaj mnie jako wroga.
— To nie ja cię tak przedstawiam, odparła Eliza. To ty wybrałeś stanąć po stronie papieru, a nie po stronie kobiety, z którą się ożeniłeś.
Wstała i otworzyła drzwi mieszkania.
— Teraz odejdźcie oboje.
Clara stała przez kilka sekund nieruchomo, potem wzięła teczkę. Tudor spojrzał jeszcze raz, jakby czekając, że się cofnie.
Eliza nic nie powiedziała.
Gdy drzwi się zamknęły, oparła się o ścianę. Nie płakała. Była zbyt zmęczona na łzy. Ale po raz pierwszy nie zastanawiała się już, czy jest egoistką.
Wiedziała, że nie jest.
Nazajutrz Eliza rozmawiała z prawnikiem. Nie po to, by się zemścić, lecz by zrozumieć dokładnie, gdzie stoi.
Mieszkanie pozostawało jej majątkiem osobistym, kupionym przed małżeństwem. Tudor mógł żądać jedynie ewentualnych wydatków, które potrafił udokumentować, nie części mieszkania tylko dlatego, że tam mieszkał i wnosił wkład w codzienne życie.
Wieczorem Tudor wrócił później niż zwykle.
— Rozmawiałaś z prawnikiem? zapytał.
— Tak.
— Więc uczyniłaś z nas wrogów.
Eliza spojrzała na niego spokojnie.
— Nie. Chroniłam się po tym, jak ty i twoja mama próbowaliście mi coś zabrać.
— Nie chcieliśmy zabrać ci domu.
— To dlaczego przyszliście z aktem darowizny?
Tudor zamilkł.
— Bo nie czuję się równy z tobą, powiedział w końcu. Ty masz mieszkanie, masz karierę, masz pieniądze. Co ja mam?
— Ciebie, Tudorze. Miałeś swoją pracę, swoją godność, naszą rodzinę. Ale wybrałeś uwierzyć, że twoja wartość zaczyna się dopiero wtedy, gdy twoje nazwisko pojawi się na moim akcie.
On spuścił wzrok.
— Mama mówi, że trzymasz mnie pod kontrolą.
— Twoja mama tu nie mieszka. I nigdy nie będzie decydować za nas.
Tej nocy Tudor spał w salonie.
Rano Eliza postawiła na stole dwie filiżanki kawy i powiedziała spokojnie:
— Już nie mogę ci ufać. Musisz wyjechać na jakiś czas i przemyśleć, czego naprawdę chcesz: żony, czy udziału w jej mieszkaniu.
Tudor stał nieruchomo.
— Wyrzucasz mnie?
— Proszę, abyś pojechał do swojej mamy. Nie dlatego, że nie masz gdzie mieszkać, ale dlatego, że ja potrzebuję zostać sama w swoim domu.
Spakował swoje rzeczy tamtego dnia. Bez krzyków, bez scen. Koszula po koszuli, ładowarka po ładowarce, zdjęcia, na które Eliza nie miała siły patrzeć.
Zanim zamknął drzwi, Tudor odwrócił się.
— Będziesz żałować.
Eliza lekko skinęła głową.
— Może. Ale będę żałować mniej niż gdybym podpisała.
Po miesiącu otrzymała zawiadomienie, w którym Tudor twierdził, że przyczynił się do zakupu mebli, remontów i sprzętów AGD. Eliza się nie przestraszyła. Przesłała wymagane dokumenty, a jej adwokat wytłumaczył, że rzeczy kupione wspólnie można przedyskutować, ale mieszkanie nie stawało się majątkiem wspólnym.
Kiedy sprawa trafiła przed sędziego, Tudor nie potrafił przedstawić dowodów na wielkie kwoty, o które się ubiegał. Ważne faktury były na nazwisko Elizy, a wiele z „wkładów” Tudora to były w rzeczywistości normalne wydatki życia we dwoje.
Jego pozew został oddalony.
Po rozprawie Clara czekała na niego na korytarzu. Szeptała zdenerwowana, ale Tudor zdawał się jej już nie słyszeć.
Podszedł do Elizy.
— Przegrałem, powiedział cicho.
Eliza spojrzała na niego ze smutkiem, nie z triumfem.
— Nie przegrałeś dziś, Tudorze. Przegrałeś wtedy, gdy pomyliłeś miłość z prawem do czegoś, co do ciebie nie należało.
On został tam kilka sekund, potem odszedł bez słowa.
Na wiosnę następnego roku Eliza zmieniła tapetę w przedpokoju. Zdjęła starą, którą Clara ciągle krytykowała, i wybrała prostą, jasną, dokładnie w swoim guście.
Kupiła nowe zasłony, postawiła kwiaty na balkonie i przesunęła stół bliżej okna.
Pewnego wieczoru telefon jej zawibrował.
Wiadomość od Tudora:
„Przykro mi. Zorientowałem się za późno, że chciałem czuć się ważny, a nie stracić ciebie.”
Eliza przeczytała wiadomość tylko raz.
Nie skasowała jej w gniewie ani nie odpowiedziała.
Położyła telefon, zrobiła sobie dobrą herbatę z liści i patrzyła na światła Bukaresztu przez nowe zasłony.
W mieszkaniu nie było już wyrzutów ani strachu.
Tylko cisza, którą zdobyła, nie oddając nikomu jej części.