Goście zaczęli już zapełniać salon.
Krewni, przyjaciele i kilku sąsiadów przeciskali się między stołami przygotowanymi na przyjęcie.
Petru zszedł po schodach uśmiechając się i spojrzał prosto na mnie.
— No? Gdzie jest moja koszula?
Spojrzałam na niego spokojnie.
— Jest dokładnie tam, gdzie powinna być.
Zmarszczył brwi.
— To znaczy?
Wyciągnęłam rękę w stronę stołu w salonie.
Na nim leżała jego koszula, ładnie złożona.
Obok niej było żelazko i deska do prasowania.
Wszyscy goście zwrócili głowy w naszą stronę.
Petru zaśmiał się krótko.
— Co to za dowcip?
Uśmiechnęłam się uprzejmie.
— Żadnego dowcipu.
Powiedziałeś mi, że dorosły człowiek powinien znać swoje obowiązki.
Zgadzam się z tym całkowicie.
Delikatnie popchnęłam w jego stronę żelazko.
— A ja uważam, że ten, kto nosi koszulę, jest też najbardziej uprawniony, by ją wyprasować.
W salonie zapadła kompletna cisza.
Petru zaczerwienił się.
— Mówisz serio?
— Bardzo serio.
Dziś są moje urodziny.
Nie jestem czyjąś sprzątaczką.
Nie jestem czyjąś kucharką.
I z pewnością nie jestem kobietą, która ma odłożyć wszystko, bo ktoś rzuci jej koszulę w ramiona i powie, że „tak trzeba”.
Kilku gości dyskretnie się uśmiechnęło.
Radu zrobił krok obok mnie.
— Tato…
Iulia ma rację.
Petru spojrzał na niego z zdziwieniem.
— Naprawdę stajesz po stronie żony?
Radu odpowiedział bez wahania.
— Nie.
Staję po stronie przyzwoitości.
Twoja mama prasowała ci ubrania, bo tak chciała to robić.
Nie dlatego, że była zmuszona.
To ogromna różnica.
Petru pozostał bez słów.
Rozejrzał się wokół.
Nikt go nie popierał.
A nawet jego siostra wzruszyła ramionami i powiedziała z uśmiechem:
— Szczerze, Petre… ja prasuję swoje ubrania sama od lat.
Czemu ty nie miałbyś tego robić?
Kilka osób wybuchnęło śmiechem.
Nie szyderczym śmiechem.
Tylko naturalnym.
Petru spuścił wzrok na koszulę.
Potem, nie mówiąc już nic, wziął żelazko.
Nieporadnie próbował je włączyć.
— Nie tak.
Zrobiłam krok do przodu i pokazałam mu przycisk.
— Najpierw podłączasz je do prądu.
Potem czekasz chwilę, aż się rozgrzeje.
W moim głosie nie było cienia ironii.
Tylko spokój.
Dokładnie taki spokój, jakiego się nie spodziewał.
Po kilku minutach koszula była wyprasowana.
Nie idealnie.
Ale wystarczająco dobrze.
Petru założył ją, nie mówiąc już nic.
Zanim usiadł przy stole, zatrzymał się przede mną.
— Iulia…
Może…
przesadziłem.
Lekko skłoniłam głowę.
— Nie chciałam cię ośmieszyć.
Chciałam tylko, żebyś zrozumiał, że szacunku się nie żąda.
On się daje.
Petru powoli skinął głową.
— Chyba… masz rację.
Radu ścisnął moją dłoń pod stołem.
Reszta wieczoru upłynęła bez wyrzutów.
Bez rozkazów.
Bez uwag o „roli kobiety”.
A kiedy goście odeszli, Petru podszedł do mnie z małym pakunkiem.
— Sto lat, Iulia.
Wiem, że nie mogę zmienić przeszłości.
Ale mogę spróbować być lepszym teściem.
Uśmiechnąłem się.
Czasami ludzie nie potrzebują upokorzenia, żeby nauczyć się lekcji.