Na korytarzach unijnych instytucji panuje konsternacja. Polska, pod nowym przywództwem prezydenta Karola Nawrockiego i rządem coraz bardziej naciskanym przez społeczne niezadowolenie, zaczyna wysyłać sygnały, które mogą być interpretowane jako symboliczne wypowiedzenie lojalności wobec Brukseli.
Wszystko zaczęło się od kontrowersyjnego wystąpienia prezydenta, który podczas Forum Suwerenności Narodowej w Toruniu powiedział:
– Polska jest państwem wolnym, nie kolonią urzędników z Brukseli. Czas przestać klękać i zacząć mówić własnym głosem.
Słowa te odbiły się szerokim echem nie tylko w kraju, ale również w mediach zachodnich. Niektórzy komentatorzy mówią wręcz o najostrzejszym wystąpieniu głowy państwa od momentu wejścia Polski do UE.
Tymczasem rząd, z premierem Tuskiem na czele, stara się tonować nastroje i podkreśla „pełne zaangażowanie w projekt europejski”. Jednak rosnący rozdźwięk między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera staje się coraz trudniejszy do ukrycia.
Kolejny niepokojący sygnał to decyzja prezydenta o zawieszeniu poparcia dla wspólnych inicjatyw klimatycznych UE i zapowiedź „przeglądu traktatów unijnych w świetle interesu narodowego”. W Brukseli mówi się o “syrenach alarmowych”, a jeden z anonimowych europosłów miał powiedzieć:
– Polska przestaje słuchać. To niepokojące.
Czy to już początek politycznego rozbratu z Unią? A może tylko taktyczna demonstracja siły wobec nadchodzących negocjacji?
Bruksela jest zaskoczona. Polska – wyraźnie coraz mniej uległa.